Z Życiem Grójca na szczyt Kaukazu (relacja na żywo)

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Kamil Michał Orman mieszkaniec Grójca, alpinista, podróżnik i żołnierz, 22 stycznia rozpoczął kolejną wyprawę – na najwyższy szczyt Kaukazu – Elbrus.

W ramach patronatu medialnego nad wyprawą objętego przez naszą redakcję, będziemy publikować na bieżąco na naszym portalu relację z każdego dnia podróży Kamila Michała Orman i jego kompanów.

22-01-2018 r.

Wraz z kompanami 22 stycznia o godz. 22.30 wylecieliśmy z Warszawy do Tibilisi w Gruzji na naszą wyprawę w góry Kaukazu. Lot trwał około trzy i pół godziny, wylądowaliśmy parę minut po piątej czasu lokalnego. Temperatura powietrza bardzo przyjemna - około +1 st. C. Na miejscu spotkaliśmy poczciwie wyglądającego Gruzina o imieniu Dżuba, jak się okazało był to nasz kierowca, który miał zawieźć nas do miejscowości Terskol w Rosji. Mieliśmy sporo emocji - Dżuba jechał szybko po gruzińskich serpentynach, w końcu znał te drogi jak własną kieszeń.

23-01-2018 r.

Kolejnego dnia o godzinie 7.30 przekroczyliśmy granicę Gruzji z Rosją. Mieliśmy piękną pogodę, a na niebie nie było ani jednej chmury. Pomyśleliśmy, że to dobry zwiastun dla naszej wyprawy. Uradowani piękną pogodą i podekscytowani naszą wyprawą, zupełnie nieświadomi tego co nas za chwilę czeka jechaliśmy krętymi drogami wokół białych szczytów Kaukazu. Dotarliśmy do granicy, która wyglądała jak jeden wielki czynny kamieniołom. I tutaj się zaczęło… Był jakiś problem z naszymi wizami. A gdy Rosjanie dowiedzieli się, że cały skład naszej ekipy to wojskowi oraz dziewczyna, która mówi po rosyjsku, myśleliśmy że to już koniec. Zabrano nam paszporty, zarekwirowano telefony i każdego z nas brano osobno na przesłuchanie. Trwało to ponad 6 godzin, a nam wydawało się jakbyśmy spędzili tam wieczność… W końcu Rosjanie uznali,  że jednak nie jesteśmy ani szpiegami ani dywersentami i udało się - gramy dalej! Ruszyliśmy w kierunku Terskolu. Jadąc ponad 110 km we mgle dotarliśmy na miejsce około godziny 22.00 czasu lokalnego. Zakwaterowaliśmy się w miejscowym pensjonacie i rozpoczęliśmy szykowanie plecaków.

W środę (24 stycznia) zaczynamy wspinaczkę na Elbrus. Nasz cel to dotrzeć na około 3600 m n.p.m. i wycofać się na około  300 m. Nocleg spędzimy w namiocie. Z tego, co się zorientowaliśmy, na górze jest zarówno dużo śniegu jak i sporo lodu. Temperatura na razie nas nie przeraża, chociaż jest zimno.

24-01-2018 r.

o godzinie 15:00 czasu lokalnego byliśmy w schronie Pryiut 11 na wysokości 4050 m n.p.m. Pogoda poniżej 4000 m n.p.m. była przepiękna. Powyżej mgła i słaby wiatr. Jest Zimno, -25 C. Cały czas pod rakami mamy twardy zmarznięty śnieg. Idzie się znakomicie. Powyżej schronu zaczyna się już tylko lód. Śnieg jest całkowicie wywiany. Zostaliśmy chwilę w schronie żeby nabrać sił, wypiliśmy herbatę i zawróciliśmy na 3500 m n.p.m. Tutaj mamy nocleg w namiotach. Zdobywanie takiej góry jest jak gra w szachy, żeby zwyciężyć trzeba dobrze pomyśleć nad ruchami.

Wszyscy czujemy się dobrze. Jutro podchodzimy znowu na około 4050 m n.p.m. do schronu, przekujemy plecaki, część rzeczy do ataku szczytowego wniesiemy wyżej, ponad 4200 m n.p.m. Mamy plany na atak szczytowy w sobotę...

25-01-2018 r.

Pogoda jest dobra, jedynie prószy lekki śnieg. Idziemy do schronu, gdzie zostawiamy część sprzętu i idziemy wyżej postawić namiot i zostawić depozyt.



Temperatura w nocy w namiocie wynosiła -12, a namiot w środku był cały oszroniony. Teraz (8:46) jest -25 st. C. Pada śnieg i jest mgliście. Z nami wszystko dobrze, nikt się nie skarży na warunki. Jesteśmy na 3850 m n.p.m. i liczę kroki, aby czymś zająć głowę.

Jesteśmy w schronie (4050 m n.p.m) i gotujemy jedzenie. Pogoda na początku była brzydka ale jest już słońce. Na wysokości Skał Pastuchowa wiszą chmury więc szczytu jeszcze nie widzieliśmy. Przez chwilę szedłem bez rękawic i już nie czuję rąk.

Jutro startujemy około godz. 9.00 i idziemy jak najwyżej. Na pewno będziemy chcieli przekroczyć 5000 m n.p.m, a potem powrót do noclegu. Atak planujemy w sobotę. Jesteśmy dobrej myśli, bo wszyscy czujemy się dobrze, a prognozę na jutro mamy obiecującą - 22 st. C i lekki wiatr bez chmur na niebie.


26-01-2018 r.

Jest godz. 4:44 czasu lokalnego, pogoda jest piękna. Widać oba wierzchołki.  Niby wieje wiatr, ale jest też ostre słońce. Dzisiaj jeszcze nie atakujemy szczytu, idziemy tak jak już wspominałem na 5000 m. Jutro wychodzimy o 4 rano i napieramy na szczyt.

Temperatura jest do wytrzymania. Doszliśmy właśnie do 4800m (9:42) i zawracamy. Plan na 5000 m jednak się nie powiódł. Nie ma sensu tracić energii dzisiaj - trzymamy siły na jutro. Musimy też przygotować się fizycznie jak i psychicznie. Prawdopodobnie nie będzie potrzeby używania do ataku szczytowego ani lin ani uprzęży. Jest cienka warstwa śniegu, a temperatura wynosi około -25/-28 st. C.

Nasza piątka daje radę. Kolega z koleżanką już pierwszego dnia dołączyli do rosyjskiej grupy i postanowili inaczej zdobywać Elbrus. Inaczej też chcą się aklimatyzować i dlatego są jeden dzień drogi za nami. Oni wchodzą w niedzielę. Nasze ubranie, jedzenie i sprzęt dają radę, nie ma dramatu.

Poprosiliśmy moja żonę o prognozę pogody na dzień ataku szczytowego. Ma być około -23 st. C w dzień, a od 6 do 15 bezchmurne niebo. Odczuwalna temperatura to - 30st. Mamy bardzo dobrą pogodę.

Regenerujemy się przed atakiem. Wychodzimy tak jak planujemy, najpóźniej o 4 rano czasu lokalnego czyli o 2 czasu polskiego. Zapowiada się niespokojna noc, ponieważ zaczyna wiać lodowaty wiatr. Trzymajcie za nas kciuki!

Jedzenia na razie nam wystarcza, ale wszystko co mamy musiało zmieścić się w jeden plecak. Każdy zaopatrując się w pożywienie wiedział, co go czeka na tej górze. Pomagamy też sobie nawzajem. Jutro mamy trudny dzień. Prawie 1500 m przewyższenia, w okolicy 5000 m jest już tylko lód. Szacujemy, że w schronie powinniśmy być dopiero o godz. 17.00.



Podejścia nie są strome. Do końca skał Pastuchowa jest takie nachylenie, że Rosjanie wjeżdżają maszynami na gąsienicach i wysadzają narciarzy. Liny awaryjnie mamy w plecaku. Powyżej skał trochę się trawersuje. Od przełęczy do szczytu jest około 3 h. Na szczycie planujemy być około godziny 11 czasu lokalnego.

W naszej ekipie czuć delikatne zdenerwowanie jutrzejszym atakiem, ale generalnie humory nas nie opuszczają.



27-01-2018 r.

Było bardzo ciężko. Do wysokości 5200 m n.p.m. było wszystko ok. Czułem się dobrze. Powyżej całkowicie opuściła mnie energia. Zawsze staram się robić 100 kroków i odpoczynek, tutaj robiłem 25 kroków, czasami 15. Wysokość robi swoje. W nocy było strasznie zimno. Cały czas ruszałem palcami, bardzo marzły. A zdobycie góry to ogromny wysiłek.

Godz. 11:40 - JESTEM NA SZCZYCIE ELBRUSA 5642 M N.P.M.!!!



O godz. 12:24 już jesteśmy w schronie na 4050 m n.m.p.. Szybciej się schodzi niż wchodzi. Jesteśmy bardzo zmęczeni i zmarznięci, ale cali i zdrowi. Chyba nic nie odmroziłem chociaż kilka razy było ciężko rozgrzać białe od zimna palce. Zimowe wejście to prawdziwa sztuka.

28-01-2018 r.

Jesteśmy już w tym samym schronisku, z którego zaczynaliśmy naszą wyprawę. Na tym koniec naszej przygody. Po powrocie do schroniska dowiedzieliśmy się o tragedii na Nanga Parbat. Jesteśmy szczęśliwi, że udało nam się zdobyć szczyt, a jednocześnie łączymy się w bólu z rodziną Tomka Mackiewicza, który został na Nanga.

Nasz wniosek z tej wyprawy jest taki: Góry należy szanować, a zimowa ekspedycja to prawdziwa walka ze sobą i z żywiołem, ale nagroda jest wspaniała - ogromna satysfakcja. Oczywiście to nie koniec naszych wypraw, zapewne za pośrednictwem Życia Grójca będziemy informować o kolejnych naszych podbojach.

Kamil Michał Orman

Ostatnio zmieniany piątek, 30 marzec 2018 11:25

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account