W hołdzie rodzinie Kwapiszów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ten skwer przy ulicy Mogielnickiej związany jest z walką, męczeństwem i bohaterstwem mieszkańców Grójca oraz cywilnych ofiar hitlerowskich zbrodniarzy z Gestapo w okresie niemieckiej okupacji w latach 1939 – 1945.

Przy ul. Mogielnickiej był dom rodziny Kwapiszów - Władysława i Eleonory (z domu Orzechowskiej) oraz ich dziewięciorga dzieci.
W okresie II wojny światowej, bez sądu, po przypadkowym znalezieniu przez gestapowców niemieckiej apteczki wojskowej, (skradzionej i pozostawionej - bez wiedzy gospodarzy - przez nieostrożnego harcerza w sianie na terenie posesji) trzy osoby z rodziny Kwapiszów zostały stracone i potajemnie zakopane, aby nikt nie dowiedział się o zbrodni.
Były to: matka Eleonora (lat 59) oraz córka Zofia (lat 21) i syn Józef (lat 19), który chcąc ratować matkę i siostrę zgłosił się do Gestapo, by wziąć na siebie odpowiedzialność za to zdarzenie. Szedł na oczywistą śmierć, ale nie dał się powstrzymać kolegom.
Sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy o akcji Gestapo dowiedział się młodszy od Józefa o rok, jego brat Jan. Choć był jeszcze harcerzem, należał już do podziemia AK. Z gotową do strzału bronią pobiegł do rodzinnego domu by bronić matki i siostry. Matka, stojąca na podwórku pod strażą, dostrzega chłopca i gestami nakazała mu, aby się natychmiast oddalił. Wiedziała, że nie ma żadnych szans w walce z nadchodzącymi, zaalarmowanymi już gestapowcami. Jan poddał się woli matki, ale te chwile zaważyły na jego dalszym losie i działalności.
Eleonora i Zosia zostały przez oprawców z Gestapo uwięzione w lochach pobliskiego budynku Caritasu (który był wówczas siedzibą Gestapo). Józef zgłosił się – jak wspomnieliśmy – sam, aby bronić życia matki i siostry.
Po kilku dniach, we wrześniu 1944 roku, wszyscy troje zostali potajemnie zamordowani i zakopani na terenie ówczesnej żwirowni przy ul. Mogielnickiej.
Znalezione w 1960 r. (znalazł je Tadeusz Pękacki, członek grójeckiego AK) ich szczątki pochowano w pobliżu miejsca ich znalezienia, tam gdzie dzisiaj znajduje się Pomnik Poległych i Pomordowanych w latach 1939 – 1945 ofiar II wojny światowej z Grójca. Wśród nich - tych trojga, a łącznie sześciu osób z rodziny Kwapiszów.
Pozostali czterej synowie z tej rodziny w okresie okupacji hitlerowskiej, terroru Gestapo i późniejszej „władzy” sowieckiej z NKWD i UB na czele, stracili życie lub byli szykanowani i ścigani z wyrokiem kary śmierci.
Jan Kwapisz, członek Armii Krajowej, pseudonim „Krępy”, po utracie matki, siostry i brata działał w sekcji specjalnej oddziałów AK. Brał udział w walkach z okupantem niemieckim, a potem „władzą” z NKWD i później UB na czele. Największą akcją zbrojną zorganizowaną przez AK na terenie Grójca było uwolnienie 27 marca 1944 r. więźniów gestapo z budynku „Caritas”. Legendarne było również odbicie 25 stycznia 1946 ze szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze Leona Komorowskiego ps. „Żbik”, rannego podczas ataku AK na grójecki Urząd Bezpieczeństwa. Jan „Krępy” jeszcze przez długie lata był szykanowany za przynależność do AK – ROAK przez władze komunistyczne PRL.
Antoni Kwapisz, uczestnik bitwy nad Bzurą, ranny, internowany w obozie jenieckim, uciekł do Warszawy, następnie do Lwowa, do wujostwa, aby przez Zaleszczyki przedostać się na Zachód. Zostaje aresztowany przez NKWD i wywieziony w nieznanym kierunku. Przepadł bez wieści "na nieludzkiej ziemi", jak napisał we wspomnieniach nauczyciel przedwojennego liceum grójeckiego śp. Zdzisław Szeląg, który uczył kolejno całe pokolenie córek i synów rodziny Kwapisz.
Kazimierz Wiktor Kwapisz był w czasie wojny w seminarium w Watykanie, przed święceniami na kapłana wrócił jednak do Krakowa, złapany w „łapance” i wywieziony do pracy przymusowej na terenie Rzeszy, gdzie zmarł z wycieńczenia.
Cześć ich Pamięci.
Prosimy o chwilę zadumy.
Wnukowie i prawnukowie Władysława i Eleonory Kwapisz.
Grójec, wrzesień 2018 roku.
------------------
Dodajmy, że ten nieostrożny harcerz, co skradł gestapowcom apteczkę - prawdopodobnie dla mojej babci Eleonory, bo prowadziła tajny punkt opatrunkowy dla rannych w akcji żołnierzy AK - wybrał po wojnie naukę w seminarium duchownym. Został księdzem w Gdyni, był tam przez dziesiątki lat proboszczem. Wierni pośmiertnie wystawili mu pomnik w podzięce za wyjątkowe poświęcenie dla ludzi i jego nazwiskiem nazwana jest ulica przy kościele - Stanisława Zawackiego.

Ostatnio zmieniany wtorek, 04 wrzesień 2018 09:51

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account