WIADOMOŚCI

Daj mi swój czas w prezencie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jeszcze znicze dobrze nie znikną ze sklepowych półek, a już banda czerwononosych tłuściochów z białymi brodami opanowuje przestrzenie w marketach.

Półki uginają się od ozdób choinkowych (każdego roku należy chyba kupować nowe) i prezentów.

Tych ostatnich jest najwięcej, w sklepach, pod sklepami, na bazarach i w reklamach. Reklamy znakomicie nakręcają rynek i generują potrzeby. Nie potrzebujesz nowej sukienki? Jak to nie potrzebujesz!? Oczywiście, że potrzebujesz! Jeśli kochasz swoją żonę to masz jej kupić tę sukienkę i naszyjnik (bardzo modny), chyba nie chcesz zepsuć świąt swoim bliskim?!
 
Tony jedzenia
Stół też trzeba zastawić tak, żeby się uginał, żeby nakręcić jeszcze bardziej szaleńcze zakupy, żeby w Wigilię przy naszych stołach mógł się posilić nie jeden, a co najmniej dwudziestu niespodziewanych gości, strudzonych wędrowców. Ale żeby wpuścić jakiego do domu? A w życiu! Wyrzućmy lepiej te tony jedzenia, pan śmietnik też się ucieszy! (Są miejsca w Warszawie, w których można zostawić nadmiary jedzenia albo zwyczajnie się podzielić, nazywają się Jadłodzielniami, wystarczy wyszukać w internecie).
 
Prezenty
A dzieci? To dopiero temat! Prezenty w zasadzie są chyba tematem najczęściej omawianym przy okazji świąt (i jeszcze kłótnie rodzinne), muszą być drogie, modne i musi być ich dużo. Co z tego, że nasze dzieci naprawdę mają już wszystko. Jeszcze jedna gra, najlepiej na komputer i zdecydowanie nieodpowiednia dla wieku dziecka, albo kolejna lalka barbie i samochodzik zdalnie sterowany. Co oznaczają te dziesiątki plastikowych śmieci produkowanych w dalekich Chinach przez wyzyskiwanych robotników (często wcale nie starszych niż nasze dzieci)? Jaki mamy cel w tym obarczaniu rzeczami? Rekompensata, że nie mamy dla dzieci czasu? Że zabawki zastąpią nas? Że dzieci dzięki nim poczują się szczęśliwe, kochane, bezpieczne? Że będą miały lepsze dzieciństwo niż my, wychowani w czasie różnych braków. Oni też żyją w czasach braków, ale te braki są zgoła niematerialne. Dziś bliskim brakuje czasu spędzonego z innymi bliskimi - dobrze, ciepło i pięknie.
 
List do Mikołaja
Napisz córeczko list do Mikołaja, powiedziałam mojej prawie dziesięciolatce. Dziesięciolatka nie wierzy w istnienie czerwonego tłuściocha, ale zabawa w pisanie listów nadal ją kręci. Jako elf przeczytałam list, a tam … kolejny tom książki, którą teraz czytamy i - więcej czasu z moją mamą, takiego, który spędzimy razem robiąc fajne rzeczy i może coś niematerialnego - na przykład wspólne wyjście do muzeum...
 
Czego pragniemy...
A czy jest to coś, czego tak naprawdę pragniemy wszyscy? I wszystkie dzieci i dorośli? Tylko może łatwiej jest poprosić o bransoletkę niż o czyjeś zaangażowanie, o nową lalkę niż o czas i miłość?
To jak z tymi prezentami? Nadal potrzeba podpowiedzi? Proszę bardzo: bilety do kina dla siebie i obdarowanego, voucher do restauracji, zaproszenie na wiosenny piknik, taki na kocu w kratę z wiklinowym koszem, wspólne wyście na basen, spacer w bajecznie oświetlonym Wilanowie, gorąca czekolada na warszawskiej Starówce, wieczór gier planszowych w GOK, dzień pieczenia ciasteczek, malowanie wspólnego obrazu (płótno i farby mile widziane jako dodatek), ręcznie robiona przytulanka (szycie nie jest takie trudne), kartka samodzielnie malowana z dobrymi życzeniami, kubek pomalowany własnoręcznie albo (wyższa szkoła jazdy) ulepiony z gliny (albo karnet na warsztaty garncarskie).

A jeśli chcemy dać komuś coś tylko dla niego, to może jednak niematerialnie? Bez produkcji ton plastiku, opakowań, paliwa wylanego na transport? Może bilety do teatru, kina, dzień w SPA, warsztaty szycia czy szydełkowania, rozwoju osobistego czy lepienia kotletów (z soczewicy)? A może za jakiś czas, może za kilka lat, przypomnimy sobie czym są zimowe święta ..?                       

MA

Ostatnio zmieniany piątek, 22 grudzień 2017 09:20

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account