WIADOMOŚCI

Pod dyktando dużych partii

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Znów głośno o reformie samorządów. Jednak tym razem partia rządząca mówi nie tylko o dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Teraz pojawił się także pomysł zlikwidowania JOW-ów w wyborach do rad gmin. A to nie koniec proponowanych zmian.

Wiosną 2017 roku polskie media rozkładały na czynniki pierwsze propozycję PiS dotyczącą wprowadzenia zasady dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Sprawa wywołała oczywiście ogromne kontrowersje (prawo nie działa wstecz), nie tylko wśród samych zainteresowanych. Emocje nieco opadły dopiero w maju. Zapewne dlatego, iż Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nowe przepisy będą obowiązywać dopiero od kadencji, która zacznie się po wyborach w 2018 roku. Obecni włodarze odetchnęli, że nie będą musieli pilnie szukać innego zatrudnienia.

Coś za coś
PiS zamierza ograniczyć liczby samorządowych kadencji, ale na osłodę samorządowcom chciałby je wydłużyć – z 4 do 5 lat. O taką zmianę apelowała Partia Porozumienie Jarosława Gowina. Możemy się domyśleć, że to pewien krok w stronę ugody z wójtami, burmistrzami i prezydentami miast, którzy mogli się poczuć rozczarowani, że ktoś chce ich im prędzej czy później zabronić ponownej walki o stanowisko. Inna sprawa, że nowo wybrany burmistrz w pierwszym roku urzędowania musi realizować budżet poprzednika. W dodatku realizacja zamierzeń to konieczność pokonania żmudnej i długotrwałej ścieżki formalnej. Pozwolenia, uzgodnienia, montaże finansowe – z tym się schodzi. I zanim się obejrzymy trzeba walczyć o reelekcję.

Likwidacja JOW
Poznaliśmy też kolejne propozycje zmian w wyborach do samorządów. PiS postuluje m. in. likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych (tak zwanych JOW-ów) w wyborach do rad gmin, w których mieszka więcej niż 20 tys. osób. Jeśli ten pomysł wejdzie w życie, m. in. mieszkańcy gminy Grójec, gdzie żyje ponad 25 tys. osób, stracą bezpośrednią możliwość wybrania osób, które mają je reprezentować.
Obecnie wybory do rady gminy Grójec są dość prostą procedurą. Teren gminy jest podzielony na 21 okręgów (jeden okręg to kilka ulic bądź wsi). Kandydat, który w danym okręgu uzyskuje największą ilość głosów, zostaje radnym.

Radny przez wskazanie
Likwidacja JOW z pewnością skomplikuje cały proces. W uproszczeniu: komitety wyborcze wskażą kandydatów do okręgów, a mandaty będą rozdzielane proporcjonalnie do liczby uzyskanych głosów przez cały komitet. Zrodzić to może sytuację, że nawet bardzo popularny kandydat nie zostanie radnym, ponieważ jego komitet uzyska stosunkowo małą ilość głosów. Mandat zdobędzie za to inna osoba ze znacznie mniejszym poparciem, ale znajdująca się na liście, na którą oddano dużo głosów.
Przykładów można podać wiele. Wystarczy spojrzeć na ostatnie wybory do rady powiatu grójeckiego, gdzie obowiązują listy, a nie JOW. Mandat nie przypadł Jolancie Sitarek, której kandydaturę poparły 623 osoby. Za to w radzie powiatu gminę Grójec reprezentują 4 osoby, które zdobyły mniej głosów od niej: Janusz Gaweł (449), Teresa Bednarska (493), Paweł Siennicki (578) i Dariusz Piątkowski (509).

PiS stawia na partię
Jak tłumaczą politycy Prawa i Sprawiedliwości, obecny system wyborów do rad gmin nie odzwierciedla rzeczywistego poparcia komitetów. Mowa o sytuacjach, w których Komitet X zdobywa – załóżmy – 30 proc. głosów w skali całej gminy, a mimo to żaden z jego kandydatów nie zostaje radnym. Właśnie dlatego, iż w żadnym z JOW żaden nie zajmuje pierwszego (jedynego premiowanego mandatem) miejsca.
Wprowadzenie list w wyborach do rad gmin promuje duże komitety – albo te partyjne, albo te złożone z wielu dobrze znanych w lokalnym środowisku nazwisk. Jednocześnie wyeliminuje to z walki o mandaty osoby, które nie chcą się z nikim politycznie wiązać, toteż startują z niewielkich jedno-, dwu-, trzyosobowych komitetów.

Tylko do jednego samorządu
Prawo i Sprawiedliwość chce również wprowadzić zasadę, według której jedna osoba mogłaby startować tylko do jednego samorządu. Jeżeli wejdzie ona w życie, można spodziewać się wielu zmian na samorządowej scenie politycznej, bo kandydaci na wójtów i burmistrzów nie będą mogli ubiegać się o mandat w radzie powiatu czy w sejmiku wojewódzkim. Przypomnijmy, że 6 obecnych radnych powiatu grójeckiego (Teresa Bednarska, Władysław Leszek Kumorek, Michał Pruś, Ireneusz Szymczak, Marek Ścisłowski i Wojciech Wojtczak) w listopadzie 2014 roku bezskutecznie ubiegało się także o fotel burmistrza lub wójta. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku będą musieli zdecydować, do którego samorządu bardziej opłaca im się startować.

Ograniczenie możliwości startowania tylko do jednego samorządu wyeliminuje także sytuacje, w której popularny wójt lub burmistrz startuje także do rady powiatu. Dzięki niemu lista, na której się znajduje jego nazwisko, zdobywa sporo głosów. Jeżeli wygrywa on wybory zarówno do samorządu gminnego, jak i powiatowego, rezygnuje z tego drugiego, zostając gospodarzem swojej gminy. Co oczywiste, jego miejsce w radzie powiatu zajmuje następny kandydat z tej samej listy z kolejną największą liczbą głosów. W ubiegłym wyborach w powiecie grójeckim mieliśmy dwie takie sytuacje (Tadeusz Zakrzewski i Mariusz Dziuba).

Pozostałe projekty zmian w kodeksie wyborczym takie jak: wprowadzenie kamer w lokalach wyborczych, przezroczyste urny czy jednolite karty do głosowania budzą zdecydowanie mniej emocji i wydają się oczywistym krokiem do przejrzystości w wyborach. Natomiast temat powołania komisarzy wojewódzkich i powiatowych to już temat na oddzielne rozważanie.

Dominik Górecki

Ostatnio zmieniany czwartek, 11 styczeń 2018 10:47

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account