WIADOMOŚCI

Nauczyciel szkołokrążca

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Dzwonek. Szybkie pakowanie rzeczy do plecaka. Jednym uchem słucham Pauliny pytającej o materiały do konkursu, drugim Adama, który chce się umówić na poprawę sprawdzianu. Mówię przepraszam, ale muszę iść do drugiego budynku, łapcie mnie później.

Plecak na plecy, dziennik w garść i klucze. Na korytarzu fala ludzi – wygląda na to, że tylko ja się śpieszę w stronę, w którą zmierzam. Wpadam do pokoju, dziennik na miejsce, klucz na wieszak i lecę.
Jestem pewien, że ktoś coś do mnie mówił, może nawet ważnego… dowiem się później. Wypadam galopem z gimnazjum i gnam do „dwójki”. Po drodze mijam codziennie niemal w tym samym miejscu idących do gimnazjum Darka, Mirkę i Gosię. Za godzinę znów w tym samym miejscu się miniemy, zmierzając w przeciwnych kierunkach. Kątem oka zauważam Ankę ruszającą autem do jedynki. Jak nie złapią ją światła po drodze i będzie mały ruch na ulicach, to może się nie spóźni na lekcję. Tymczasem docieram do "dwójki". Dziennik, klucz, dzwonek… Klasa czwarta, więc łapiąc oddech wpuszczam maluchy do klasy. Plecak z pleców, rzeczy na biurko, zaczynamy. Na zajęcia zdążyłem, do toalety już nie, ale co tam. Twardym trzeba być! W końcu poza panią minister nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…

O roku ów!
Ten rok szkolny jest zdecydowanie wyjątkowy. Od 1 września 2017 roku trwa reforma edukacji wdrażana przez resort minister Anny Zalewskiej. Przywrócono ośmioletni cykl nauki w szkole podstawowej i czteroletni w szkołach ponadpodstawowych. Zlikwidowane zostały gimnazja.

Ministerstwo wielokrotnie zapewniało, że reforma jest przemyślana i dobrze przygotowana. Nie przyniesie dodatkowych kosztów. Zapewniano także, że nie tylko nie będzie redukcji zatrudnienia, ale stworzone zostaną dodatkowe miejsca pracy. Przy okazji tych zapewnień zignorowano liczne głosy protestu, jak i te wskazujące ewentualne błędy i zagrożenia niedostrzeżone przez urzędników. Zarzuty i obawy układały się w długą litanię. Ze względu na pośpiech we wprowadzaniu reformy, obawiano się chaosu organizacyjnego w pracy szkół, jakości nowych podstaw programowych i naprędce pisanych podręczników. Niepokój budziła niepewność co do utrzymania zespołów nauczycielskich i zapewnienia kontynuacji nauki. A to tylko wierzchołek góry…

Nie chcąc by posądzono mnie o brak obiektywizmu, postanowiłem wstrzymać się z własnym komentarzem, a opinie zebrać u zainteresowanych tematem, którzy ze skutkami reformy mierzą się na co dzień. Głos zabrali rodzice, gimnazjaliści, siódmoklasiści i nauczyciele.

Opinie rodziców
Rodzice uczniów klas siódmych mówią o chaosie i bieganinie. Kłopot sprawia tempo realizacji materiału na lekcji, fatalnie napisane i skonstruowane podręczniki i brak czasu na utrwalenie materiału. Właśnie wątek braku czasu na cokolwiek przewijał się w każdej rozmowie. Nauki jest o wiele więcej i jest zdecydowanie trudniejsza. Przy odrabianiu lekcji dzieci spędzają więcej czasu, a wyniki nie są najlepsze. Mają dużo zajęć w szkole. Problemem są też nowe przedmioty – chemia i fizyka. Prowadzą je nauczyciele gimnazjalni, którzy bardzo dużo wymagają. Dzieci nie kończą lekcji wcześniej niż w okolicach godziny 14. Do tego dochodzi wydłużony czas powrotu ze szkoły dzieci z PSP nr 1. Wiele z nich zamiast wracać do domu, jak dotychczas 5-10 minut, po przeniesieniu do budynku gimnazjum, wraca na drugi koniec miasta nawet do godziny. Na początku dzieciom towarzyszył lęk. Nowa szkoła, nowa droga, nowi nauczyciele (nie licząc chemii i fizyki). I tu też padają wyrazy niezadowolenia – przy okazji reformy zapewniano kontynuację pracy z dziećmi przez tych samych nauczycieli. Dzieci nie miały zmieniać też otoczenia. Tymczasem nic z tego nie wyszło, bo zmiany kadrowe są ogromne. W jednej z klas z zespołu nauczycielskiego pozostały - w porównaniu do roku poprzedniego - tylko dwie osoby. Dzieci były bardzo zawiedzione.
Jedna z rozmówczyń zwróciła też uwagę na to, że dzieci zostały dobrze przyjęte przez nowych nauczycieli i wychowawców. Zapewnili oni łagodne wejście w nowy rok szkolny. Natomiast teraz rozpoczęła się „nagonka na wszystko”. Mnóstwo sprawdzianów, prac powoduje przemęczenie dzieci i to, że się – pisząc kolokwialnie – z niczym nie wyrabiają. Kolejny zarzut to zbyt szybkie wprowadzenie reformy. Według rodziców powinna ona objąć klasy czwarte, a nie szóste. I tu też pojawia się słowo klucz - chaos. Uczniowie klas siódmych chwalą sobie natomiast budynek gimnazjalny – wystrój, przestrzeń i wyposażenie. Pozytywnie też wypowiadają się o atmosferze w budynku i współistnieniu z klasami gimnazjalnymi.

Belfer II kategorii
Jednym głosem natomiast rodzice dzieci klas siódmych i obecnych gimnazjalistów mówią z niepokojem o przyszłości, czyli naborze do szkół średnich w roku podwójnej kumulacji roczników. Przypomnę, że w roku 2019 jednocześnie szkoły ukończą uczniowie klas trzecich gimnazjum (ostatni rocznik) i klas ósmych szkół podstawowych (pierwszy taki rocznik po reformie). Cytując jednego z ojców: „zobaczymy, jak to będzie, przecież liceum nie jest z gumy”. Co prawda, to prawda.

Nauczyciele, zwłaszcza likwidowanych gimnazjów, trwają w pełnym niepewności i zawieszeniu. Władze samorządowe teoretycznie zapewniają ich o zatrudnieniu, ale brak jest konkretów. Szkoły właśnie teraz zaczynają sporządzanie arkuszów organizacyjnych i przydziały godzin. Pytanie jest nie tylko ile ich będzie, ale przede wszystkich gdzie? W jednej szkole, dwóch, czy może trzech. W końcu od tego roku mówi się z dużą ironią o nowym szkolnym zawodzie – nauczycielu szkołokrążcy. Wielu z nich mówi też wprost, że czują się belframi drugiej kategorii. Nie tyle, że są źle traktowani, ale spotykają się z lekceważeniem, a nawet poczuciem wyższości. Co łatwo też zrozumieć – nie są „pierwsi” do czegokolwiek, choć nie czują się wcale gorsi. Niełatwą sprawą było też przestawienie się na pracę z małymi dziećmi, kiedy dotychczas pracowało się z dorastającą młodzieżą. Jednak w tym przypadku upływający czas i dobre przygotowanie do zawodu zaczynają dawać pozytywne efekty. Problemem jest wspomniane „bieganie” pomiędzy szkołami. Ciągły pośpiech i pilnowanie zegarka nie pozwalają na pełną koncentrację, a tym samym pełną efektywność pracy nauczyciela. Osoby, z którymi rozmawiałem, mówią również o coraz trudniejszych kontaktach z rodzicami. Wielu z nich traktuje pedagogów swoich dzieci lekceważąco, czy wręcz obraźliwie. Pouczanie jest nagminne. Trudno się temu dziwić, skoro przykład lekceważenia pracy nauczyciela przyszedł z samej ministerialnej góry. Ciągły stres, niepewność i bieganina powodują też inne kłopoty, w tym zdrowotne. Najłagodniejszy objaw to notoryczne problemy ze snem. W takiej sytuacji nie powinno dziwić szukanie zatrudnienia w innych placówkach, lub nawet plany odejścia z zawodu.

Przybyło, a nawet ubyło...
Sięgając do różnych źródeł ministerialnych i związkowych spotkamy się z odmiennymi danymi. Nie ma jednak kłopotów z ich weryfikacją. MEN twierdzi, że przybyło 17 tys. etatów. Jednocześnie podaje, że na …odprawy dla zwalnianych pedagogów (a zwolnień miało nie być) przeznaczono aż 41,9 mln złotych. Strony ZNP informują o utracie pracy przez 6,5 tys. nauczycieli i 12,7 tys. z obniżonym wymiarem zatrudnienia (nauczyciel, który nie wyrazi zgody na takie rozwiązanie – traci pracę). Kulminacja jednak wszelkich roszad przypadnie dopiero na rok 2019, kiedy znikną ostatnie klasy gimnazjalne. Dopiero wtedy będzie można pokusić się o jakąś pierwszą, głębszą analizę skutków reformy oświaty
w Polsce.            

Artur Szlis

Ostatnio zmieniany piątek, 30 marzec 2018 10:05

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account