WIADOMOŚCI

Zanim zabrzmi Marsz Mendelsona (cz. I)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Za chwilę rozpocznie się nowy sezon ślubno-weselny. Na przyjęciach w Grójcu i okolicach będzie jak zawsze hucznie, wystawnie i elegancko. W końcu nasz region słynie z wesel „z pompą”.

Organizacja ślubów i wesel to rynek nieustannie rozwijający się. Oznak tego rozwoju jest wiele. Wystarczy policzyć, ile sal bankietowych powstało w naszej okolicy przez ostatnie lata. A budują się kolejne. I choć jeszcze nie są wykończone (ba! niektóre nawet nieotynkowane), to już przyjmują rezerwacje.

Domy bankietowe to, rzecz jasna, nie wszystko. Właściwie na każdym etapie przygotowań do tego najważniejszego dnia w życiu, napotykamy na nowe rozwiązania. Na przykład papierowe zaproszenie nie są już oczywistością. Także tradycyjne zespoły muzyczne to nie jedyny możliwy wybór. Mało tego, pierwszym daniem nie muszą być rosół albo flaki. Dziś wesele możemy zorganizować na tysiąc sposobów – tradycyjnie, nowocześnie, nietuzinkowo...

Wygodniej
Zazwyczaj pierwszym etapem przygotowań do wesela jest znalezienie odpowiedniego miejsca na przyjęcie. Możemy zdecydować się na jeden z kilkunastu istniejących w okolicach Grójca domów bankietowych, na restaurację albo – co zdarza się już coraz rzadziej – na imprezę w remizie w OSP. Nikt już nie porywa się – jak to dawniej bywało – na organizacje wesela we własnej stodole czy przechowalni.

Dla organizatorów średnich oraz większych imprez najpopularniejsza i zarazem najwygodniejsza jest opcja pierwsza, czyli dom weselny. Komfort tego rozwiązania polega na tym, że płaci się „od talerzyka”. Nie trzeba samodzielnie szukać kucharki, nie trzeba samemu kupować produktów. Stała obsługa zrobi zakupy, ugotuje i podczas imprezy będzie dbać, aby jedzenia i picia weselnikom nie zabrakło. Ponadto, sale bankietowe najczęściej oferują pokoje dla gości. To oczywiście jest wygodnym rozwiązaniem, gdy na przyjęcie zapraszamy ludzi z dalszych stron.

Dodajmy, że w opcji „od talerzyka” wszystkie opłaty (woda, gaz, prąd) są wliczone w cenę talerzyka. Z punktu widzenia państwa młodych nie ma więc znaczenia, ile prądu zostanie wykorzystane.

Tradycyjnie
W niektórych salach weselnych, a także w remizach OSP możemy skorzystać z opcji zwanej potocznie „z kucharką”. Oznacza to, że płacimy za wynajem obiektu i szukamy kucharki (wraz z obsługą kelnerską), która przygotuje jedzenie na wesele. Niezbędne produkty spożywcze albo kupujemy sami, albo zlecamy to właśnie kucharce.
To rozwiązanie wymaga także dodatkowej pracy – np. przed i po weselu trzeba policzyć talerze, sztućce, szklanki czy kieliszki, które są własnością sali czy remizy. Za stłuczone, wyszczerbione naczynia i uszkodzone sztućce trzeba zwrócić. Płacimy też za zużytą wodę, gaz czy prąd (najpierw trzeba spisać stan licznika). Co ciekawe, najczęściej członek rodziny przez 4-5 dni poprzedzających przyjęcie całą dobę przebywa na sali i pilnuje, czy – załóżmy – ktoś „przypadkiem” nie pobiera wody do innych celów.
Zwolenników opcji „z kucharką”, mimo pewnych niedogodności, wciąż jest bardzo wielu. Przekonują, że mają wówczas większą kontrolę nad przygotowaniami, a więc wesele – przynajmniej od strony konsumpcyjnej – jest zorganizowane lepiej i może nawet trochę taniej.

Sztuka wyboru
Wybór domu weselnego nie jest prostą sprawą. Obiekty różnią się od siebie pod wieloma względami. Po pierwsze ceną. Stawki za talerzyk wahają się od 170 zł do nawet 350 zł (oczywiście te najdroższe w cenie oferują większy zakres usług niż te tańsze). Jeśli chcemy poprawiny, musimy dopłacić (zazwyczaj 30-50 zł za talerzyk). W przypadku wariantu „z kucharką” opłata za wynajem wynosi od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.

Po drugie: liczy się pojemność domu weselnego. Największe sale zmieszczą nawet 500-600 osób. Wiadomo jednak, że takimi raczej nie będą się interesować ci, którzy organizują przyjęcie dla 120 gości. I odwrotnie – wielkim błędem byłoby upychanie 300 osób w obiekcie przeznaczonym dla 200. Niektóre mniejsze sale bankietowe też sobie radzą z naprawdę dużymi przyjęciami… Wystarczy dostawić elegancki, klimatyzowany namiot i już znalazło się miejsce dla wszystkich. Z kolei nieduże wesela (na kilkadziesiąt osób) organizuje się najczęściej w restauracjach, gdzie czasem trzeba uiścić tzw. „korkowe”, czyli specjalną opłatę za to, że na stoły stawiamy własną wódkę.
Po trzecie: wolne terminy. Większość młodych chce się pobrać wiosną lub latem. Kłopot w tym, że w najpopularniejszych domach weselnych w naszej okolicy terminy wiosenno-letnie są już zarezerwowane na kilka lat naprzód. Pozostaje więc poczekać te 3-4 lata na swoją kolej, zdecydować się na miesiące jesienne lub zimowe albo poszukać innej sali. Może też przytrafić się taka sytuacja, że jakieś wesele „rozwieje się” i wtedy termin się zwalnia.
Spore znaczenie przy wyborze sali mają też takie sprawy jak lokalizacja czy wystrój. Wiadomo, że chcielibyśmy uniknąć konieczności 100-kilometrowego przejazdu od kościoła do domu weselnego. A dekoracje… Tu trzeba sobie zadać pytanie, czy bardziej odpowiada nam styl dorycki czy rustykalny. Retro, a może klasyczny? Białe ściany czy jednak beżowe? Czy goście mają siedzieć przy stołach prostokątnych czy okrągłych?

Kto zagra?
Jeszcze ważniejsze niż wybór odpowiedniego miejsca na wesele jest znalezienie kogoś, kto będzie dobrze bawił gości. Najczęściej decydujemy się na tradycyjny zespół muzyczny, który zazwyczaj w swoim składzie posiada wodzireja, a więc osobę, która musi mieć znakomicie opanowaną konferansjerkę. Imprezę trzeba przecież poprowadzić z pomysłem! Nie może być sztywno ani byle jak. Wodzirej powinien wiedzieć, kiedy zażartować, jak umiejętnie pokierować oczepinami, żeby nie znużyły gości, w którym momencie zaprosić do tańca itd. Dobry mistrz ceremonii to podstawa. Powie to każda młoda para.

Co do zespołów muzycznych. Jest ich naprawdę sporo. A różnice między nimi są doprawdy ogromne. Jedne profesjonalne, inne właściwie amatorskie. Ci mają wokalistkę, a inni akordeonistę. Tych jest czworo, a tamtych siedmioro. Dla przeciętnej pary młodej i ich gości liczy się jednak przede wszystkim ogólne wrażenie. Rozbawieni, tańczący weselnicy to znak, że zespół daje radę. I jeszcze jedna rzecz – trzeźwość muzyków. Z kilku wypitych kieliszków nikt raczej problemu nie zrobi. Gorzej, gdy wokalista ma już mocno w czubie. Z tego mogą być już spore kłopoty. Chyba żadna para młoda nie chciałaby zespołu tracącego rytm i fałszującego.

Coraz częściej, zamiast zespołów muzycznych, młodzi na swoje wesele wybierają DJ-a. A być dobrym DJ-em to też sztuka. Chodzi tu nie tylko o puszczanie muzyki. Musi być on też świetnym konferansjerem, umiejącym zachęcić gości do zabawy. Odpowiedni klimat może stworzyć także dekoracjami świetlnymi, które mogą znakomicie się wkomponować w nawet eleganckie imprezy.

Ciekawą alternatywą wydaje się być również połączenie DJ-a z wokalistą i muzykami grającymi muzykę „na żywo”.

Dominik Górecki

Ostatnio zmieniany środa, 04 kwiecień 2018 10:37

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account