WIADOMOŚCI

Każdy czas ma swoich generałów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Czy Jaruzelskiego i innych wojskowych z okresu PRL powinno się zdegradować?

Co jakiś czas w przestrzeń publiczną wystrzeliwane są medialno-polityczne rakiety, krążące dookoła naszych głów niczym aureole. Można odnieść wrażenie, że pragnieniem całego uświęconego narodu jest zburzenie Pałacu Kultury i Nauki oraz pozbawienie stopni generalskich Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka – już nieżyjących, o kosmonaucie Mirosławie Hermaszewskim – będącym jeszcze w dobrej formie - nie wspominając.
Na szczęście veto pana prezydenta Andrzeja Dudy uchroniło nas przed kolejnym bublem prawnym, czyli ustawą degradacyjną. Ustawa ma być poprawiona tak, aby spełniała standardy europejskie. Gdy na rzecz spojrzy się historiozoficznie, to taka ustawa jest niezrozumiała, zbędna. A jeśli już bawić się w sędziów, to kompleksowo i konsekwentnie.
Dlaczego ustawa degradacyjna dotyczy tylko oficerów z tzw. nadania komunistycznego, pomijając królów, dowódców z okresu Rzeczypospolitej szlacheckiej, Księstwa Warszawskiego, Królestwa Kongresowego czy Drugiej Rzeczypospolitej? Dlaczego nie cofniemy się w mroki tworzenia naszej państwowości, pozbawiając korony Bolesława Śmiałego zwanego też Szczodrym? Mimo że uznawany jest za dobrego władcę, w końcu popełnił czyn straszny - pozbawił życia biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa.
Przecież to, co wyprawiał Jan Sobieski – jako hetman wielki koronny, wraz z prymasem Mikołajem Prażmowskim, szefem stronnictwa francuskiego, dążąc do usunięcia z tronu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, dziś potraktowane zostałoby jako zdrada stanu. „Jachniczek” w naszej świadomości historycznej jest jednak zwycięzcą spod Wiednia, a w tradycji europejskiej - najsławniejszym władcą Polski.
Jan Henryk Dąbrowski zaczynał karierę w armii saskiej, nazywano go „Niemcem”, „kolaborantem”, słabo mówił po polsku, a jednak – jako uczestnik powstania kościuszkowskiego oraz twórca Legionów Polskich we Włoszech – stał się głównym bohaterem hymnu państwowego, zwanego nawet „Mazurkiem Dąbrowskiego”.
Książę Józef Poniatowski, z hulaki jeżdżącego nago na koniu po warszawskich ulicach, przeistoczył się w wodza naczelnego wojsk Księstwa Warszawskiego, męża stanu, wiernie trwającego przy Napoleonie. Legenda księcia „Pepi”, który utonął w Elsterze, w latach zaborów krzepiła nasze serca.
Wielu oficerów napoleońskich, bez żadnych oporów, przeszło pod rozkazy cesarza Rosji Aleksandra I, notabene zarazem króla Polski, awansując w hierarchii wojskowej Królestwa Kongresowego. Chociaż podczas Powstania Listopadowego większość z nich z rezerwą odniosła się do idei walki zbrojnej z Rosją, to jednak w podręcznikach historii pozostali generałami – mniej lub bardziej lubianymi, ale generałami.
Oficerowie Drugiej Rzeczypospolitej wywodzili się z armii zaborczych: austriackiej, pruskiej i rosyjskiej. Gdy na przełomie 1918/1919 r. zaczęto tworzyć polskie wojsko, ojczyzna nie badała ich rodowodów, dzięki czemu obroniono i utrwalono niepodległość.
Podczas zamachu majowego, dokonanego 12-15  maja 1926 r. przez marszałka Józefa Piłsudskiego, zginęło 379 Polaków, a w stanie wojennym, wprowadzonym przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, około 100 Polaków. Bohaterem narodowym jest ten pierwszy, spoczywający na Wawelu, podczas gdy „przelaną krew” rodaków pamięta się tylko temu drugiemu, sugerując wyrzucenie jego prochów z Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Jaruzelskiemu i Kiszczakowi nie jest w stanie pomóc nawet „okrągły stół”, dzięki któremu, co by o tym kompromisie politycznym nie mówić, przeszliśmy pokojowo z PRL w III RP.
Autorzy ustawy degradacyjnej ulegli urokowi sądzenia bliźnich, w tym już nieżyjących, więc zupełnie bezbronnych. Nie wzięli pod uwagę oczywistego faktu, że wszyscy jesteśmy dziećmi własnej epoki, tak jak dziećmi swoich epok byli Sobieski, Poniatowski, Piłsudski, Jaruzelski czy Kiszczak. Każdy z nich grzeszył jako człowiek, popełniał błędy jako polityk, ale każdy był też człowiekiem, zazwyczaj bardziej doświadczonym przez historię i życie niż my. Nie mamy obowiązku ich kochać - ale jak my sami zachowalibyśmy się żyjąc w ich czasach, będąc w ich sytuacji, stając przed trudnymi wyborami albo niekiedy po prostu nie mając możliwości innego wyboru?
Remigiusz Matyjas

Ostatnio zmieniany środa, 09 maj 2018 11:42

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account