WIADOMOŚCI

Na tropie tragedii rodziny Kwapiszów

Na tropie tragedii rodziny Kwapiszów Zdjęcie rodzinne wykonane na posesji przy ulicy Mogielnickiej 23 w Grójcu, początek lat 30. XX w. W górnym rzędzie (od lewej): Tadeusz Kwapisz, Jadwiga Thime, Zygmunt Thime, NN, Maria Kwapisz, Kazimierz Orzechowski, Bronisława Zielińska (z Orzechowskich
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Janusza Time nikomu w Grójcu nie trzeba przedstawiać, ale o historii jego rodziny wiemy niewiele. Jemu samemu zresztą nie daje ona spokoju, więc ciągle ją dopełnia, gdzieś pędząc, czegoś szukając, z kimś rozmawiając.

Teraz zajmuje się historią rodziny ze strony mamy Marii Thime, która z domu nazywała się Kwapisz. W samym Grójcu spotykamy kilka linii Kwapiszów. Kwapiszowie pana Janusza wywodzą się z Pelinowa w parafii Błędów.
 
Z czynszowych chłopów
Właśnie tam w 1849 r. przyszedł na świat Jan Kwapisz, pradziadek pana Janusza po kądzieli. W tym czasie kolonię Pelinów zamieszkiwali chłopi, już nie odrabiający pańszczyzny, ale płacący na rzecz właściciela ziemskiego czynsz. Takim chłopem czynszowym był prapradziadek pana Janusza, pojawiający się w źródłach jako: Marcin, Maciej i Mateusz. Wspomniany Jan Kwapisz, jako 19-letni młodzian, pojął za żonę 17-letnią Annę Wojtczak z Huty Błędowskiej. Szybko owdowiawszy, już w 1870 r. powiódł do ołtarza 18-letnią pannę Antonię Dudkalską z Gołoszów. Właśnie z tego związku 2 marca 1881 r. w Pelinowie urodził się dziadek pana Janusza, Władysław Kwapisz.
 
Władysław i Eleonora
Dzieciństwo i młodość Władysław Kwapisz spędził w Bądkowie pod Goszczynem, dokąd przeprowadzili się rodzice. Wpadła mu w oko dziewczyna z Goszczyna, reprezentantka wiele znaczącego tutaj rodu Orzechowskich. W 1904 r. ożenił się z 19-letnią Eleonorą Orzechowską. Oboje własnoręcznie podpisali się pod aktem ślubu, co w czasach panującego na wsi analfabetyzmu było rzeczą nieczęstą. Początkowo gospodarowali w Bądkowie, gdzie zresztą  przyszły na świat ich pierwsze pociechy: Helenka (zmarła w niemowlęctwie), Jadwiga i Michalina.
 
Na Mogielnickiej
W latach 1910-1912 Kwapiszowie przenieśli się do Grójca. Prowadzili duże gospodarstwo rolne, a dom i zabudowania gospodarcze stały przy ul. Mogielnickiej 23, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się skwer vel parking samochodowy (naprzeciwko sklepu z środkami ochrony roślin). Tutaj przychodziły na świat kolejne dzieci: Tadeusz, Antoni, Maria, Wiktor, Zofia, Józef i Jan. Maturę w miejscowym gimnazjum zrobili: Jadwiga, Michalina, Antoni, Maria i Wiktor. Trzy córki już przed wojną ułożyły sobie życie, wychodząc za mąż. Jadwiga, zamężna za Cisowskim, została dentystką w Warszawie. Michalina, wraz z mężem Romanem Klimaszewskim, pracowała w Grójcu na roli. Maria wyszła za mąż za Zygmunta Thime, specjalistę od browarnictwa.
 
Gorący wrzesień
6 września 1939 r., gdy niemieckie lotnictwo bombardowało Grójec, niespełna 5-letni Januszek Thime (litera „h” wyleciała z jego nazwiska przypadkowo w 1951 r.) razem z pięcioletnim Andrzejkiem Klimaszewskim bawili się na podwórku dziadków Kwapiszów w strącanie nieprzyjacielskich bombowców.

- Zrobiliśmy sobie z drylu od siewnika działko przeciwlotnicze i na niby strzelaliśmy do nadlatujących samolotów – opowiada pan Janusz. – Na szczęście od tej zabawy stanowczo odwiodła nas ciotka Michalina Klimaszewska, a wkrótce potem uciekaliśmy już wozem na wschód. Nie pamiętam, czy dziadkowie Kwapiszowie zrobili to samo, ale wtedy w strachu przed nadciągającymi Niemcami bardzo wiele rodzin w popłochu opuściło płonący Grójec.
 
Antoni i Wiktor
Rodzina Thime wróciła z wrześniowej zawieruchy do domu. Znacznie gorzej poszło Antoniemu Kwapiszowi, absolwentowi Politechniki Warszawskiej, inżynierowi Zakładów Tele i Radiotechnicznych „Dzwonkowa” w stolicy. Ranny w bitwie nad Bzurą, został internowany w Modlinie, skąd uciekł do Warszawy zajętej już przez Niemców. Stąd, opłakawszy śmierć synka Emilka, wraz z żoną Leokadią ruszył na wschód. Tam ostatecznie wpadł w ręce NKWD i wszelki ślad po nim zaginął… Do Warszawy jakimś cudem ściągnęła jego żona z powitym na nieludzkiej ziemi synkiem Adamem.

Tej wojny nie przeżył także młodszy brat Antoniego, Wiktor Kwapisz, niedoszły ksiądz. Prosto z łapanki wywieziono go na roboty przymusowe do Niemiec. Zwolniony ze względu na zły stan zdrowia, wrócił do Grójca, gdzie niedługo potem odszedł z tego świata.
 
Tadeusz i Jan
Podczas okupacji Władysławowi i Eleonorze Kwapiszom nie brakowało trosk. Syn Tadeusz oddawał się pokerowi, a utraciwszy majątek, wylądował w Warszawie. Z kolei najmłodszy syn Jan, jako żołnierz Armii Krajowej pod pseudonimem „Krępy”, 27 marca 1944 r. uczestniczył w akcji odbicia więźniów z grójeckiego Caritasu, czyli ówczesnej siedziby Gestapo. Prawdopodobnie w stodole Kwapiszów znajdował się magazyn broni. W każdym razie właśnie tutaj jeden z harcerzy niedbale schował wojskową apteczkę polową, ukradzioną Niemcom.
 
Nieszczęsna apteczka
W pierwszych dniach sierpnia 1944 r., gdy Władysław Kwapisz pracował w polu, na Mogielnicką 23 skręcił konny wóz z kilkoma żołnierzami Wermachtu i więźniami. Przyjechawszy po siano dla swoich koni, udali się do stodoły. Podczas załadunku siana natrafili w sąsieku na ową apteczkę. Rozpoczęła się rewizja całego obejścia.

- Właśnie wtedy – wspomina Janusz Time – idąc wraz z mamą i bratem ulicą Mogielnicką, stanęliśmy przed bramą wjazdową zagrody dziadków. Babcia Eleonora, stojąca na podwórku, ujrzawszy nas, zawołała: „Marysiu, uciekaj z dziećmi, tu jest gorąco!” Poszliśmy dalej…

W tym czasie w domu znajdowała się Zosia Kwapisz, najmłodsza córka Kwapiszów oraz ich synowa Leokadia z wnuczkiem Adamem. Zosia wypuściła ich z domu bocznym wyjściem, a sama, zgodnie z zasadą: „W naszej rodzinie dzieci nigdy nie opuszczają w potrzebie rodziców”, została z matką. Eleonora Kwapisz wraz z Zosią zostały zabrane na Gestapo. Niedługo potem dołączył do nich Józef Kwapisz, którego w czasie całego zajścia nie było w domu. Sam zgłosił się na Gestapo, żeby - biorąc winę na siebie – uratować matkę i siostrę. Jest też relacja, według której, rozwój wypadków na Mogielnickiej obserwował z ukrycia Jan Kwapisz, trzymając broń gotową do strzału… Podobno odstąpił od walki na niemą prośbę matki.
 
Tajemnica żwirowni
Władysław Kwapisz tamtego dnia nie wrócił już z pola do domu – ukrywał się do końca wojny. Po wyzwoleniu zamieszkał u Klimaszewskich, bo Mogielnicka 23 kojarzyła mu się już tylko z rodzinną tragedią. Zmarł 8 kwietnia 1959 r., nie dowiedziawszy się, co tak naprawdę stało się z żoną i dziećmi.

Zagadka wyjaśniła się na początku lat 60., gdy - podczas prac prowadzonych na niedalekiej żwirowni - natrafiono na szczątki czterech osób. Po zachowanych w niezłym stanie butach i ubraniu stwierdzono, że należały one do Jana Żmudy oraz Eleonory Kwapisz i jej dzieci. Zatem to tutaj Niemcy ich zakopali, uprzednio zamordowawszy.

Janusz Time, syn Marii Thime z domu Kwapisz.

To jeszcze nie finał
Janusz Time chciałby, aby tragiczna śmierć trójki Kwapiszów została upamiętniona. W tej sprawie złożył już wniosek do Rady Gminy i Miasta Grójec. Chciałby też do końca wyjaśnić okoliczności tej zbrodni.
- Zwróciłem się z prośbą do Sądu Rejonowego w Grójcu o udostępnienie mi akt sądowych z 1949 r., dotyczących zamordowania przez Niemców mojej babci, cioci i wujka – powiedział nam Janusz Time.

Remigiusz Matyjas

Ostatnio zmieniany wtorek, 28 listopad 2017 11:28

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account