WIADOMOŚCI

Niezapomniany rok z Kowalem

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

W marcowy mroźny, śnieżny piątek w kościele św. Mikołaja, przed głównym ołtarzem stała urna, a obok niej zdjęcie Andrzeja Kowalskiego, dyrektora grójeckiego LO w latach 1991-1996.

Przyszedł do Grójca w 1979 r. z Gostynina, aby zasiać w nas miłość do polskiej literatury i teatru.

Świeżo upieczony absolwent polonistyki ze specjalnością teatrologia, znawca łaciny klasycznej, przystojny, z wąsami, obdarzony niskim, grubym głosem, budził wśród uczniów grójeckiej „Jedynki” respekt, choć także niepokój. Co to będzie? On sam zdziwił się, gdy na jednej z pierwszych lekcji postawił takiemu jednemu dwóję za brak pracy domowej oraz piątkę z dyktanda.
 
–  On tak ma – powiedziała klasa
Wtedy jakoś dziwnie się uśmiechnął. Już po miesiącu był idolem całej ósmej C, zlepku dzieciaków ze wsi i z miasta, któremu matkowała kochana Teresa Mikołajewska. Każdy czekał na język polski tak, jak się czeka na naleśniki od mamy albo na spotkanie z niezwykłą przygodą. Koleżanki słały w jego kierunku mętne spojrzenia, prześcigając się w recytacjach wierszy. Tak przez cały rok szkolny, aż do pożegnania z podstawówką. Bo Andrzej Kowalski, erudyta i osobowość, uczył nas tylko jeden rok.
 
Ciemnoczerwone czereśnie
Karmił nasze dusze Cyprianem Kamilem Norwidem, Julianem Tuwimem, Janem Lechoniem, Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim. Zatem w Weronie staliśmy w zadumie nad grobem Julii Capuletti; nad stawem, o słonecznym poranku, przy akompaniamencie ptaków, nie zważając na rosę, rwaliśmy ciemnoczerwone czereśnie; przebywaliśmy drogi i przydeptywaliśmy ścieżki; szukaliśmy mitologicznej Beatrycze, ponoć przynoszącej szczęście. Ciągle widzę, jak Kowal, obserwując kątem oka naszą reakcję, kończy „Spotkanie” Lechonia:
„Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni Piekła,
Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma”.
 
Humor sytuacyjny
Kowal, jak przystało na teatrologa, sprawił, że wszyscy czuliśmy się pełnoprawnymi aktorami jego spektakli, choć jedni mniej, drudzy bardziej świadomie, a niektórzy, jak kolega P., chudy niczym patyk, siedzący w ostatniej ławce, przypadkowo. Kiedyś P. niespodziewanie zwalił się razem z krzesłem na podłogę. Spowodowany upadkiem huk wywołał konsternację w klasie! A Kowal, popatrzywszy na leżącego pod ławką, ze stoickim spokojem oznajmił: „P. się zastrzelił”.

Brzezina
Polecał nam często inscenizacje Teatru Telewizji i polskie filmy fabularne („szwankujące w warstwie dźwięku”), które później omawialiśmy na lekcjach.
– Kto oglądał wczoraj „Brzezinę” Andrzeja Wajdy? – zapytał ni stąd, ni zowąd.

W górze las rąk
– Wiedziałem, że tak będzie – powiedział triumfująco. – Gdybym wam ten film, nakręcony na podstawie prozy Jarosława Iwaszkiewicza, kazał obejrzeć, pewnie byście tego nie zrobili, a tak widziała go prawie cała klasa. Jesteście na etapie szukania tzw. momentów, a tutaj takowe znaleźliście – dodał, wskazując na sceny z wiejską dziewczyną Maliną, graną przez Emilię Krakowską, będącą wtedy femme fatale polskiego kina.
Miał stuprocentową rację. Pod względem erotyki Malina z „Brzeziny”, w stosunku do Jagienki z „Krzyżaków” (scena z bobrem), to był kosmos. W pewnym momencie Kowal zapytał, z czym kojarzy się nam półnaga Malina, stojąca z kosą na łące, wabiąca dwóch zakochanych w niej braci, z których jeden, chory na gruźlicę, łapczywie dopijał resztki kończącego się życia.
– Z Kostuchą! – rzucił błyskotliwy  Romek.
– Owszem, Malina to alegoria śmierci… – przyznał, z jakimś smutkiem w głosie, Kowal.
 
Spełniona alegoria
Od tamtej lekcji języka polskiego minęło już, mój Boże, blisko 40 lat. W tym czasie Andrzej Kowalski, w ciszy, bez blasku fleszy, hipnotyzował następne roczniki młodzieży, kochał i cierpiał, aż w marcową niedzielę przypomniała sobie o nim tamta dziewczyna z „Brzeziny”. Zabrała go Ewie i nam wszystkim, w których sercach odcisnął trwały ślad.

Remigiusz Matyjas

Ostatnio zmieniany poniedziałek, 09 kwiecień 2018 14:45

Komentarze  

0 #2 M. 2018-04-10 07:01
Piękne wspomnienia panie Remigiuszu. A i człowiek, o którym Pan pisze niezwykły, choć skromny.
Cytować
0 #1 Tadeusz 2018-04-09 20:00
Dziękuję Autorowi za tak pięknie napisane wspomnienie Andrzeja Śp.Andrzej dawał natchnienie i..:)
S A J O NA R A ....Andrzeju .Przyjacielu .
Cytować

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account