WIADOMOŚCI

Zwykła wojenna historia

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Okolice Świdna, z pałacem należącym do rodziny Bonieckich, odkryłem dla siebie diablo późno, bo raptem jakieś dwa lata temu. Niezwykle malownicza okolica i piękny krajobraz idą w zawody z ludźmi tam mieszkającymi, którzy są otwarci, sympatyczni i niezwykle życzliwi prostemu mieszczuchowi jakim jestem. Wśród nich odkryłem prawdziwe El Dorado dla historyka.

Tam z Pilicy wyciągnięto niemiecki czołg, gdzie indziej transporter, tu zakopane były dworskie skarby, a tam z kolei kręcono film. Ale goszcząc się przy suto zastawionym stole, usłyszałem historię człowieka i wiedziałem, że już nie odpuszczę.

Decyzja generała Andersa
Maj w polskim kalendarzu jest miesiącem przede wszystkim matur. Niewielu już pamięta o zamachu majowym i śmierci Piłsudskiego, nie wywiał czas z naszych głów zamachu na Jana Pawła II. Na szczęście w wielu jeszcze polskich domach pamięta się o czerwonych makach rosnących na Monte Cassino. W maju 1944 roku 2 korpus WP dowodzony przez generała Andersa rozpoczął szturm na obsadzone przez niemieckich spadochroniarzy linie obronne pod słynnym klasztorem benedyktynów, które blokowały drogę alianckim dywizjom na Rzym. Wcześniej Linii Gustawa nie przełamali atakujący ją Amerykanie, Anglicy, Nowozelandczycy i Ghurkowie. Wszyscy oni ponieśli klęskę tam, gdzie przyszło uderzyć polskim żołnierzom-tułaczom. Wszyscy oni ponieśli potwornie wysokie straty. Sam klasztor legł w kompletnej ruinie. Polski generał dostał od dowodzącego na tym odcinku dowódcy brytyjskiego „wspaniałomyślne” minuty do namysłu i podjęcia decyzji o udziale 2 Korpusu w szturmie. Pomijając całą dyskusję na temat słuszności decyzji generała Andersa, dziś wiem, że bezpośrednio wpłynęła na życie ojca Pana Tomasza – Stanisława Kowalskiego, weterana nie tylko spod Monte Cassino, ale także kampanii wrześniowej, walk we Francji w 1940 i obrońcy Tobruku. Oto jego historia.

W ciągłym odwrocie
Stanisław Kowalski urodził się w Świdnie w grudniu 1919 roku. Ukończył naukę w szkole powszechnej w Michałowicach. Nie wiemy, co skłoniło go do podjęcia na ochotnika służby wojskowej w styczniu 1939 r. Być może to, że jako młody chłopak był członkiem organizacji „Strzelec” w swojej rodzinnej miejscowości. Służbę rozpoczął w batalionie łączności w Zegrzu, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej. W trakcie walk wrześniowych był żołnierzem samodzielnej kompanii łączności przy samym Sztabie Generalnym Naczelnego Wodza marszałka Rydza-Śmigłego. Przez pierwsze dni, do momentu zerwania głównego kabla przez niemieckie bombardowania, zabezpieczał bezpośrednią łączność Naczelnego Wodza. Potem wraz ze sztabem uczestniczył w kolejnych odwrotach przed nacierającymi Niemcami. Już po Brześciu część kompani wycofała się dalej na wschód i wpadła po 17 września w ręce Sowietów. Pan Stanisław, w wyniku decyzji swojego bezpośredniego przełożonego o marszu na południe, uniknął wiadomego losu polskiego jeńca na wschodzie. Jego syn opowiada o traumie ciągłego odwrotu, kiedy strzelali do naszych żołnierzy nie tylko Niemcy i Rosjanie, ale członkowie V Kolumny i Ukraińcy w mijanych wioskach. W jednej z nich ogień ckm do Polaków z cerkwi prowadził sam pop z tamtejszym „kościelnym” zabijając 19-letniego kolegę pana Stanisława. Na granicy węgierskiej kapitan dowodzący kolumną rozformował oddział pozwalając na powrót części żołnierzy do domów. Pan Stanisław wraz z pozostałymi udał się na poniewierkę, nie rezygnując z dalszej walki o Polskę.

Bojowy szlak
Na Węgrzech został internowany w obozie blisko austriackiej granicy – Magyarovar. Stamtąd, po brawurowej ucieczce w maju 1940, zdołał dotrzeć do polskiego konsulatu w Budapeszcie, a za jego pośrednictwem, via Belgrad, przedostać się przez granicę jugosłowiańską i grecką do Aten. (Łapka w górę, komu przed oczami nie stanęły nieśmiertelne przygody kanoniera Dolasa?). Z Grecji na pokładzie okrętu „Posejdon” dotarł do Syrii i został żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich dowodzonej przez płk Kopańskiego. W miejscowości Homs dostał przydział do artylerii. Po haniebnym upadku Francji brygada, a w jej szeregach Pan Stanisław, przeszła pod dowództwo brytyjskie. Stacjonując w Palestynie żołnierze brygady przechodzili intensywne szkolenia, by ostatecznie trafić do Egiptu. W Aleksandrii Stanisław budował linie umocnień, które miały powstrzymać Lisa Pustyni Erwina Rommla i był świadkiem włoskich bombardowań miasta. W czasie jednego z nich wielki odłamek minął jego głowę o centymetry. Od grudnia do sierpnia 1941 roku bronił przed Włochami i Africa Korps twierdzy w Tobruku, gdzie brygada zdobyła nieśmiertelną sławę i okryła się chwałą budząc podziw nawet u przeciwników. Bił się także pod Derną i Ghazalą. Z tego okresu pochodzi wspomnienie Adama (kuzyna), który nie wierzył wujkowi we wspominane smażenie jajecznicy na pustynnym piasku i kamieniach. A to historia powszechnie znana. Po tych wojennych przewagach został dostrzeżony przez dowódców i skierowany do szkoły podoficerskiej po ukończeniu której otrzymał stopień kaprala. W zbiorach rodzinnych do dziś przechowywane jest świadectwo ukończenia tego kursu. W tym samym roku, w wyniku reorganizacji, brygada weszła w skład 2 Korpusu, łącząc się w jedną formację z wyprowadzonymi przez generała Andersa zesłańcami „z nieludzkiej ziemi”. Powstała 3 Dywizja Strzelców Karpackich, którą szlak bojowy zaniósł do Włoch pod Monte Cassino.

Czerwone maki
Kapral Stanisław Kowalski uczestniczył w obu polskich, krwawych bitwach o Monte Cassino. Nie zostawił żadnej szczegółowej relacji, ale jego syn opowiadał mi jak do końca swoich dni w czasie relacji rocznicowych z pola bitwy telewizor zawsze był jego i jak złościł się słuchając komentarzy gadających głów. I nigdy nie potrafił powstrzymać łez, kiedy puszczano „Czerwone maki…”. Lub raczej nie chciał ich wstrzymywać. Stracił tam wielu kolegów i przyjaciół.
Bił się o Ankonę i wyzwalał Bolonię, gdzie do dziś polscy żołnierze i pamięć o nich traktowani są z godnością i wielką estymą. Po zakończeniu walk we Włoszech i ujawnieniu prawdy o ustaleniach w Teheranie i Jałcie, Stanisław Kowalski przebywał w Anglii do 1947 roku. Wtedy podjął niełatwą decyzję o powrocie do kraju.

Pamiątki
Na strychu syn Tomasz przechowuje skrzynkę po amunicji, w której jego ojciec przywiózł, oprócz dziur na skórze, cały swój wojenny majątek, masę medali i pamiątkowych zdjęć oraz dokumentów. W szafie wisi oryginalny mundur kaprala Dywizji Karpackiej z naszywką POLAND na prawym ramieniu.
Miałem w ręku dokumenty tranzytowe z pieczęcią portu gdańskiego, gdzie Stanisław wylądował po powrocie do ojczyzny. Dwa lata później założył rodzinę. W jego oficjalnym życiorysie nagle ze szczegółów zrobiły się ogóły. Spytałem o bezpiekę i czas po powrocie z niepoprawnej politycznie armii. Stanisław jako stolarz pracował przy odbudowie Warszawy na Muranowie. Był też pracownikiem kancelarii szkolnej w Mogielnicy, z której został wyrzucony za… prawdę o Katyniu. Głosił ją w swojej rodzinnej miejscowości młodym, co oczywiście nie mogło się podobać ówczesnym władzom. Na posterunkach MO w Mogielnicy i Grójcu jego zdjęcie i nazwisko wisiały z dopiskiem „politycznie niebezpieczny”.
W latach 60-tych przeszedł na rentę ze względu na stan zdrowia. Kiedy zmarł, żyjąc skromnie mimo wielkich zasług i pięknego życiorysu, na jego pogrzebie celebrujący mszę za zmarłego ksiądz nie omieszkał zacząć od pytania, gdzie są poczty sztandarowe, gdzie fanfary, kompania honorowa, kombatanci? Gdzie są by pożegnać wielkiego, prostego i skromnego zarazem człowieka, wojennego bohatera, którego życiorys i szlak bojowy tak bardzo polski, aż wołają nie tylko o opowieść słowną w lokalnej prasie, ale mogłyby stać się kanwą niezłej książki i świetnego scenariusza filmowego.

Rodzinne skarby
Wyśpiewał Dżem kiedyś „Wehikuł czasu”. Już wiem, jak to jest w nim być. Miałem w ręku żołnierskie legitymacje kaprala Stanisława Kowalskiego, jego odznaczenia, oglądałem jego samego pozującego do zdjęć w Kairze, przy Sfinksie i Wielkiej Piramidzie, Jerozolimie, Mosulu, Watykanie. Mogłem dotknąć jego munduru, w którym służył pod jedną z najbardziej polskich gór, choć leży tak daleko. Zaprawdę powiadam wam ludzie, ja prosty nauczyciel, że sami nie wiecie, jakie rodzinne skarby i tajemnice kryją się w waszych domach, archiwach i strychach, bądź piwnicach. Może warto spytać, póki jeszcze mamy kogo?
18 maja 1944 kapral Kowalski usłyszał płynący z gruzów klasztoru, grany na sygnałowej trąbce Hejnał Mariacki. A italski wiatr szarpał biało-czerwony proporzec…. Niedługo potem alianci zdobyli Rzym. Polakom została chwała i maki czerwone, które zamiast rosy piły polską krew…
Artur Szlis

Dodaj komentarz

Przed zamieszczeniem komentarza zapoznaj się z Regulaminem

Kod antyspamowy
Odśwież

Log in or create an account