środa, 28 październik 2020
Tożsamość biegu budujemy na tym, co mamy

Z twórcami Grójeckiej Dychy rozmawia Szymon Wójcik.


Jak to wszystko się zaczęło ?


Ireneusz Wojciechowski: Grójecka dycha powstała w wyniku obserwacji, bieżących moich doświadczeń związanych z prowadzeniem grupy lekkoatletycznej oraz w odpowiedzi na potrzeby ludności. Ostateczna formuła pomysłu biegu przyszła po przeczytaniu książki Haruki Murakamiego pt. ‘’O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, co miało też odzwierciedlenie w nazwie pierwszych edycji. Pomyślałem czemu nie w Grójcu. Trzeba nam było imprezy, która będzie skupiała społeczność lokalną, a jednocześnie wspomoże ówczesne nieśmiałe próby biegania. To był 2010 rok, kiedy zaczęliśmy rozmawiać na temat organizacji czegoś takiego. Wtedy ludzie nieśmiało przemykali, a biegaczy w Grójcu policzyć można było na palcach jednej ręki. Rok później GOS Mazowsze zorganizował pierwszą Grójecką Dychę. W kolejnych latach dołączyły stowarzyszenia SIG Novum i Biegiem przez Polskę, Mariusz i kilka innych osób. Popatrzcie jak jest teraz…

Biegaliście w maratonach. Czy to także was zainspirowało?

Mariusz Pachocki: 10 km grójeckiej dychy to pierwszy bieg w którym zostałem sklasyfikowany. Odbywało się to w mniejszych i większych bólach, ale bieg zaliczyłem.

I.W: Z pewnością, choć ja biegam przede wszystkim dla frajdy samego ruchu. O dziwo, cały czas mnie to kręci. Najkrótszy dystans jakim biegałem w zawodach to 5 km. Najdłuższy jaki przebiegłem to 240 km ultra w górach. W międzyczasie kilkadziesiąt maratonów, półmaratonów, dziesiątki, były też próby triathlonowe. W 2018 roku przejechałem ultra maraton rowerowy Bałtyk- Bieszczady TOUR 1008 km. Lubię sobie znaleźć coś, co powoduje, żeby adrenalina trochę skoczyła.

Ireneusz Wojciechowski - współtwórca "Grójeckiej Dychy" fot. Rafał Bielawa

Na zdjęciu razem z Jackiem Antoniewiczem podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich fot. Łukasz Buszka

 

M.P: A ja zawszę mówię inaczej – biegam, bo muszę (śmiech).

Panie Irku, takie dystanse wymagają chyba nie lada przygotowań?
Tak oczywiście, że trzeba się przygotować do tego. Zdecydowałem się przykładowo pobiec Ultra Dobę 24h , bo na horyzoncie był Bałtyk- Bieszczady Tour czyli trzy doby jazdy rowerem. Chciałem sprawdzić czy jestem w stanie wprowadzić swój organizm w ponad 20 godzinny wysiłek. Tak samo było przed Biegiem 7 Szczytów. Najdłuższy trening to 116 km w Górach Świętokrzyskich trwał około 22h.


Trudno jest zorganizować takie przedsięwzięcie jak Grójecka Dycha (GD)?

I.W: Nie będziemy robić z tego dramatu, ale organizacja takiego wydarzenia do łatwych nie należy. Jest bardzo dużo czynników, które muszą ze sobą zagrać , raczej nie ma miejsca na pomyłkę. Taki bieg jest czymś w rodzaju domina – jeśli coś na początku nie wyjdzie to zaraz posypie się reszta. My taką wpadkę przeżyliśmy na samym początku przy trzeciej albo czwartej edycji, gdzie firma, którą zatrudniliśmy do wykonania pomiarów - mówiąc delikatnie- nawaliła. Nie wywiązała się dobrze ze swojego zadania. Musieliśmy z Mariuszem wziąć to na siebie jako organizatorzy i to doświadczenie bardzo dużo nas nauczyło. Możemy powiedzieć, że daliśmy radę. Nie uciekliśmy, wyszliśmy na scenę i zmierzyliśmy się z problemem. GOS przez kilka miesięcy dosyłał nieodebrane puchary.
M.P: Historia biegu i organizacji to jest też historia trasy po której ten bieg się odbywa. Na początku to było pięć pętli po czym po kilku latach zmieniliśmy to w jedną 10-cio kilometrową pętle, która wybiegała poza miasto na tereny okolicznych sadów . Łatwiej jest zabezpieczać mniejsze odcinki. Z drugiej strony na dłużej trzeba zamykać ruch w mieście.
Co poniektórzy mieszkańcy narzekają co rok na utrudnienia drogowe w ruchu.

Drugi twórca imprezy, Mariusz Pachocki podczas ubiegłorocznej "Grójeckiej Dychy" fot. Andrzej Chomczyk


I.W: Od pierwszej edycji zawsze powtarzam, że jeśli można zamknąć Boston, Londyn albo Warszawę to można też i Grójec. Poza tym jest to impreza, która pokazuje, że obok niej nie przechodzi się obojętnie. Oczywiście można zawsze udawać , że czegoś nie ma, ale czemu nie zrobić takiej imprezy w mieście, które daje możliwości wykonania czegoś fajnego, co z natury jest dobre, pożyteczne, przyjemne i powoduje radość ? GD jest już imprezą ogólnopolską, promującą nasze miasto.

A skąd przyjeżdżają ludzie do Grójca na Dychę?
M.P: Miałem okazje rozmawiać z zawodnikiem pochodzącym z Krakowa, który wygrał bieg na rolkach. Był to Paweł Ciężki –mistrz Polski w maratonie i lider pucharu Polski z 2019 roku. Przyjechała także duża grupa z Gorzowa Wielkopolskiego Katarzyna Uryzaj, która wygrała wyścig na rolkach w kat. Kobiet. Do tego jeszcze mocna reprezentacja z Poznania, Bydgoszczy , Gdynia , Gdańsk. W roku ubiegłym najwięcej biegaczy było z Mazowsza, ale jeśli chodzi o rolki to cala Polska.

A jak się poznaliście?
I.W: Mariusz, ty opowiadaj lubisz ten temat.
M.P: Znamy się od wielu lat, minęło ich już ponad 21. Początek znajomości był wręcz trywialny – poznaliśmy się przypadkowo w 1997 roku, pracując w jednej firmie na różnych piętrach w biurowcu w Warszawie (stary dobry Ericsson). Przyczyniła się do tego koleżanka z pracy, znająca nas obu i nasze zainteresowania sportowe, grę w koszykówkę, miejsce zamieszkania. Przy okazji okazało się, że mieszkamy na tym samym osiedlu Ilona. . Był to zarazem początek naszej znajomości, wspólna praca – nasze działy zostały połączone, wspólne zainteresowania sportowe: wcześniej koszykówka, narty, teraz bieganie. Nasze ścieżki zawodowe z czasem się rozeszły, ale dobra znajomość trwa do dziś. Zmieniliśmy miejsca zamieszkania, ale znowu mieszkamy na tym samym osiedlu Olimpijska. Dyskusje na temat pracy, sportu, Grójca, naszego otoczenia trwały niezmiennie a teraz procentują przy organizacji biegu.

Obaj panowie pracują społecznie w Grójeckiej Radzie Sportu. Mariusz Pachocki jest jej przewodniczącym

Czy jesteście zadowoleni z ubiegłorocznej edycji GD ?
M.P: To była Rekordowa frekwencja jeśli chodzi o statystyki . Ale to nie chodzi jakby o to. Nie pompujemy liczb, koncentrujemy się na tym , żeby wprowadzać do biegu co i rusz nowe elementy, które tak naprawdę podnoszą jakość i poziom imprezy. Ilość uczestników to tak jakby obraz naszych działań. Jeśli ona się zwiększa to oznacza, że staje się coraz bardziej atrakcyjniejsza. To jest jakby wymiar jakościowy imprezy.
I.W: Jeśli przyjeżdżają ludzie i przy odbiorze pakietów przed biegiem słyszę – fajnie , że jestem tu w Grójcu, gdzie są te pyszne jabłka – to wiem , że wszystko działa dobrze. Mówię to nie bez kozery, ponieważ tożsamość naszego biegu budujemy na tym co mamy - jabłka, soki , przetwory, i nigdy nie mamy nagród pieniężnych.

W zeszłym roku po raz pierwszy wprowadziliście formułę Slow Jogging.
M.P: Tak, ponieważ było zapotrzebowanie na taką formułę biegania w wersji „light” albo „slow”. W międzyczasie zorganizowaliśmy właśnie taką akcje, która trwała od maja do października. Zajęcia praktyczne odbywały się w tej formule co tydzień w środę.
I.W: Uzupełniając wypowiedź Mariusza, puchar za bieg zdobyła kobieta, biegnąca właśnie najdłużej. Takie było założenie tej kategorii.

Jaka będzie najbliższa, jubileuszowa edycja ?

Pracę  nad covidową edycją są teraz w miejscu kulminacyjnym. Obalmy przy okazji mit, że bieg się organizuje 3 tygodnie przed. Organizujemy go cały rok. Obecny jest wyjątkowy wszyscy wiemy z jakich powodów i dlatego my też mamy zmiany w formule naszej imprezy. Przede wszystkim są duże ograniczenia w ilości uczestników, mocny reżim sanitarny, mimo to jednak mamy 150 dzieci , a więc tyle ile możemy przyjąć zgodnie z przepisami. Ponad 100 dorosłych i jeszcze chętnych na bieg wirtualny i wirtualne rolki. Czy kolejna edycja będzie miała jakieś fajerwerki? Będziemy chcieli przygotować coś ekstra, bo chcielibyśmy aby prawdziwa 10 edycja była specjalna. Obecna to takie 9,5, ale z pełnym zaangażowaniem. Przyszłoroczne niespodzianki na razie zostawimy to dla siebie.

 


Dziękuje za rozmowę.