Czwartek, 20 luty 2020
Gorzki rekord

Przyszłoroczny budżet gminy Grójec będzie rekordowy zarówno pod względem wydatków, jak i dochodów. Mocno zdziwi się jednak ten, kto pomyśli, że imponujące liczby, które za chwilę przytoczymy, zamienią się w wielkie inwestycje.

Wydatki na poziomie 152 mln zł, a po stronie dochodów – 140 mln zł. Takie liczby muszą robić wrażenie, zwłaszcza że jeszcze nie tak dawno, bo w 2015 roku, planowany budżet grójeckiego samorządu był dwukrotnie niższy. Skąd więc  biorą się coraz częstsze głosy, że „gminy nie stać”, albo że „gmina musi oszczędzać”? Czy to tylko stara śpiewka samorządowców, którzy przecież nie mogą głośno chwalić się, że w miejskiej kasie jest nadwyżka?

Cel: zbilansować budżet
Konstruowanie samorządowego budżetu, choć samo w sobie jest dość skomplikowanym i czasochłonnym procesem, opiera się na prostych zasadach matematycznych. Na podstawie tysięcy danych skarbnik oblicza, jakie dochody może osiągnąć gmina w danym roku. Szacuje również wydatki. Jeśli są większe niż wpływy – a tak dzieje się bardzo często – powstaje deficyt. Można go pokryć środkami z kredytu czy emisji obligacji. Zadłużanie się nie może być jednak podstawowym sposobem na zbilansowanie dochodów i rozchodów. Jak w prywatnych budżetach, tak i w samorządowych trzeba ciąć
koszty. Sprowadza się to najczęściej do ograniczania wydatków na inwestycje czy zmniejszania dotacji dla swoich jednostek budżetowych i organizacji pozarządowych. Generalnie rzecz biorąc – poszukuje się oszczędności tam, gdzie zezwala na to prawo i gdzie nie jest to bardzo skomplikowane. Znacznie łatwiej bowiem zrezygnować z budowy drogi, niż np. zwalniać pracowników (konieczność wypłacania odpraw, możliwe spory w sądach pracy itp.) czy likwidować szkołę (protesty społeczne, konieczność zapewnienia miejsc w innych placówkach itd.). Aby zbilansować budżet, samorządy próbują także zwiększać swoje dochody. Robi się to w teoretycznie dość prosty sposób – podnosząc stawki podatku transportowego i od nieruchomości. Wiąże się to jednak – co by tu nie powiedzieć – z bezpośrednim sięganiem do kieszeni mieszkańców i właścicieli firm. Takie ruchy samorządowcy wykonują, nie przesadzając, z bolącym sercem, bo przecież bardzo łatwo zrazić do siebie wyborców i przedsiębiorców, którzy po prostu
mogą nie chcieć inwestować tam, gdzie są wysokie podatki. W samorządach, które racjonalnie starają się konstruować swoje budżety, stosuje się mieszankę kredytów (ewentualnie obligacji), oszczędności i podwyżek podatków. Co prawda wyniki takiego montażu mało kiedy są zadowalające dla mieszkańców, którzy chcą przecież dobrych dróg, czystej wody czy doinwestowanych szkół, ale pozwalają na przetrwanie.

Wielki skok
Jak wspomnieliśmy, w nadchodzącym 2020 roku, szacuje się, że Grójec wyda 152 miliony złotych. Dla porównania budżet na 2019 rok zakładał rozchody na poziomie 120 milionów złotych. Skąd bierze się tak wielki skok? Zaważyły na tym dwie sprawy. Po pierwsze: od lipca świadczenie 500+ jest wypłacane na każde dziecko. W związku z tym budżet państwa zwiększył dotację dla samorządu na ten cel o 14 milionów złotych. Po drugie: 1 stycznia ratusz przejmuje na siebie zadania związane z gospodarką odpadami (do końca roku tą kwestią zajmuje się Związek Międzygminny pod
nazwą Natura) na terenie gminy. Trzeba było zatem w budżecie zaplanować dochody tytułem wpłat od mieszkańców za odbiór śmieci. Wzrost dochodów jest więc efektem dopływu do budżetu tak zwanych „znaczonych” pieniędzy. Terminu „znaczone” w języku samorządowców używa się w stosunku do środków, które gmina może wydać tylko na jakiś określony cel. W tym przypadku państwowa dotacja zostanie w całości przeznaczona na wypłaty 500+, zaś pieniędzmi, które ludzie będą uiszczać za odbiór śmieci, gmina pokryje faktury wystawione przez firmę wywożącą śmieci.Analizując obecną strukturę wydatków i dochodów, możemy śmiało stwierdzić, że możliwości inwestycyjne gminy są mniejsze, niż w czasach, gdy dysponowała budżetem w wysokości 70 czy 80 milionów złotych.


44 mln zł na oświatę
Lwią część wydatków gminy Grójec stanowią koszty utrzymania oświaty. W przyszłym roku funkcjonowanie szkół, przedszkoli, świetlic i obsługi administracyjnej  tych placówek, pochłonie około 44 milionów złotych. 75% tej kwoty dotyczy wynagrodzeń. Nawet połowy kosztów realizacji zadań oświatowych nie pokrywa tak zwana subwencja oświatowa, którą samorządy otrzymują z budżetu państwa. W 2020 roku gmina Grójec otrzyma z tego tytułu zaledwie 20,69 mln zł, co stanowi tylko 47% wszystkich kosztów. O pozostałe 53% wydatków samorząd musi zatroszczyć się sam. Nikt z władz państwowych nie pyta, skąd gmina ma wziąć te środki. Musi sobie poradzić i już. Pozostaje jeszcze pytanie: co jeśli rząd zrealizuje obietnice kolejnych podwyżek dla nauczycieli (bo obiecuje, że 1 września 2020 roku pensje znów wzrosną) i ponownie nie zapewni gminom pieniędzy na pokrycie kosztów? Poruszyliśmy ten temat w rozmowie ze skarbnik Grójca, Mariolą Komorowską.– Po prostu nie mam na to pieniędzy – powiedziała.

Cudze obietnice
Oświata z roku na rok staje się coraz większym obciążeniem dla budżetów gmin. Przypomnijmy, że pół roku temu Sejm RP przyjął nowelizację karty nauczyciela, która zakładała m. in. wzrost wynagrodzeń nauczycieli o 9,6% oraz wprowadzenie minimalnego dodatku za pełnienie funkcji wychowawcy klasy w wysokości 300 zł. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego – bo wzrost pensji jest rzeczą naturalną – gdyby nie fakt, że ciężar podwyżek zrzucono w dużej mierze na gminy (rząd pokrył tylko część kosztów wzrostu płac). Wprowadzenie ustawy, zmuszającej gminy w trakcie roku do poszukiwania pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń, mocno wzburzyło samorządowe środowisko. Włodarze jakoś sobie z tym problemem poradzili, ale nie obeszło się bez ofiar. Są nimi mieszkańcy, którym gmina nie zrobiła kawałka drogi bądź chodnika, bo po prostu trzeba była na gwałt poszukiwać pieniędzy, by pokryć rządowe obietnice. Wzrost pensji nauczycielskich tylko przez cztery ostatnie miesiące 2019 roku kosztował gminę Grójec ponad pół miliona złotych. Ale zwiększające się koszty funkcjonowania oświaty to nie tylko efekt podwyżek pensji nauczycielskich. Rośnie też wynagrodzenie
minimalne. Samorządy muszą płacić pracownikom coraz więcej, w wielu przypadkach nawet o 30%.

Mniejszy PIT
Samorządy w kończącym się 2019 roku otrzymały jeszcze jeden cios ze strony rządzących. Tym razem chodzi o obniżkę podatku PIT z 18% na 17% oraz o zwolnienie z PIT-u osób do 26 życia. Przypomnijmy, że gminy mają udział w tej daninie. W tej sytuacji niższe wpływy podatkowe do budżetu państwa oznaczają niższe wpływy do gminnych kas. Gmina Grójec z tytułu udziału w podatku PIT w ubiegłym roku mogła liczyć na dochody w wysokości 32 milionów złotych. Jest to więc znaczna część wpływów do kasy naszego miasta. Nie trzeba chyba wspominać, że każda obniżka  może mocno zachwiać budżetem. Co prawda, rząd zapewnia, że dochody z PIT-ów nie spadną, bo przecież zwiększają się wynagrodzenia i rośnie pensja minimalna. Obawa przed utratą wpływów jest jednak żywa. Nieprzypadkowo samorządowcy, zwłaszcza z największych miast w Polsce, wzywają władze krajowe do ustanowienia rekompensat, które wyrównałyby gminom utracone dochody.

4 mln na inwestycje
Uchwałę budżetową na 2020 rok, przedłożoną przez burmistrza Dariusza Gwiazdę, rada miejska przyjęła jednogłośnie 16 grudnia. Mimo trudności ze zbilansowaniem wydatków dochodów i rozchodów udało się zabezpieczyć 4 miliony złotych na realizację inwestycji. Największe z nich to wykup gruntów i nieruchomości (1 mln zł), przebudowa ul. Batalionów Chłopskich (560 tys. zł), II etap budowy ul. Relaksowej (500 tys. zł) i przebudowa chodników wzdłuż ul. Sienkiewicza w Grójcu na odcinku od ul. Piłsudskiego do ul. Słowackiego (500 tys. zł). Oczywiście lista inwestycji nie jest  zamknięta. Gmina może bowiem – na pewno na to liczą władze miasta – w miarę pojawiania się w budżecie wolnych środków czy też pozyskiwania dofinansowań realizować kolejne zadania. Jednym ze sztandarowych i najbardziej oczekiwanych projektów jest rozbudowa Publicznej Szkoły Podstawowej nr 1 w Grójcu. Czy uda się ją rozpocząć w 2020 roku? Trzymamy za to kciuki.

Czekając na cud
Od 2 stycznia burmistrz przy pomocy urzędników i za zgodą rady miejskiej zacznie realizować ten rekordowy, a zarazem kryzysowy budżet. Grójeckich włodarzy czekają trudne, niejednokrotnie niepopularne decyzje. Znów, jak co roku, staną do nierównej walki, by wycisnąć z tego, czym dysponują, jak najwięcej. Jakie zadania spadną na nich „z góry”? Co jeśli nie uda się zrealizować zaplanowanych dochodów? Te pytanie zapewne już dziś ich dręczą. Na zakończenie tego trochę pesymistycznego tekstu (choć podobno realistycznego) pokuszę się jednak o optymizm. Polscy samorządowcy od lat są obarczani zadaniami, z którymi nie radzą sobie kolejne rządy. Z opresji wychodzą jednak obronną ręką. Miejmy nadzieję, że jeszcze raz dokonają cudu rozmnożenia pieniędzy.

Za pomoc w napisaniu tego artykułu dziękuję pani Marioli Komorowskiej, skarbnik gminy Grójec, osobie ze świetnym spojrzenem na świat, pozytywnej, pomocnej i niezwykle kompetentnej w kwestiach finansów samorządowych.

Dominik Górecki