poniedziałek, 12 kwiecień 2021
Jerzy Bińkiewicz: Zawsze byłem w biegu

We wtorek 29 grudnia odbyło się uroczyste pożegnanie  Jerzego Bińkiewicza, dyrektora Grójeckiego Ośrodka Sportu "Mazowsze". 

Burmistrz Gminy i Miasta Grójec Dariusz Gwiazda w asyście skarbnik Marioli Komorowskiej oraz Naczelnik Wydziału Edukacji, Promocji i Spraw Społecznych, Moniki Kozłowskiej, podziękował odchodzącemu na emeryturę dyrektorowi za prawie 20 lat pracy na rzecz mieszkańców z gminy Grójec. 

 

Z tej okazji zostały wręczone kwiaty, list z podziękowaniami oraz pamiątkowa statuetka. 

Nasza redakcja przygotowała wywiad, który opublikowaliśmy w ostatnim numerze drukowanego wydania.  Z Jerzym Bińkiewiczem rozmawia Dominik Górecki.

W jakich okolicznościach trafił Pan do Grójeckiego Ośrodka Sportu?

W 1998 r. zostałem radnym gminnym. Trzy lata później, ówczesny burmistrz Grójca Piotr Papaj, ogłosił konkurs na stanowisko dyrektora GOS. Wystartowałem i wygrałem. Jako że nie można łączyć funkcji radnego i dyrektora zrezygnowałem z mandatu. Potem w wyniku zmian powyborczych we władzach miasta przestałem być szefem Ośrodka, a zostałem kierownikiem ds. eksploatacji obiektów sportowych. W 2007 r. ponownie przejąłem obowiązki dyrektora GOS-u. Wreszcie w 2008 r. ogłoszono kolejny konkurs na to stanowisko i znów wygrałem.

 

Czym zajmował się Pan wcześniej?

Jestem grójczaninem, skończyłem tutejsze szkoły, potem trafiłem na studia na SGPiS [dziś SGH – red.]. Po uzyskaniu dyplomu poszedłem do wojska, a po odbyciu służby podjąłem pracę w Centrali Handlu Zagranicznego Budimex. Była to bardzo dobra praca, przez kilka lat pracowałem w Czechosłowacji. Ale po tak długim czasie pobytu za granicą chciałem wrócić do kraju. Tutaj dostałem propozycję pracy w Seyco. Potem prowadziłem jeszcze własną działalność gospodarczą. I wtedy właśnie dostałem się do rady, a potem do Grójeckiego Ośrodka Sportu.

 

Z jakimi problemami musiał mierzyć się Pan prawie 20 lat temu?

To były czasy, w których dysponowaliśmy już basenem, co na tamte czasy było wyjątkowe na skalę województwa. Ale nie było jeszcze hali, nie było boisk. Wtedy w sporcie nie działo się zbyt dużo. To nie tak jak dzisiaj, że funkcjonuje w mieście kilka klubów i stowarzyszeń. Praktycznie GOS oraz GKS Mazowsze były jedynymi organizacjami działającymi w sporcie gminnym. Oczywiście, stadion pozostawiał też wiele do życzenia. Na szczęście w tym samym czasie rozpoczęła się budowa hali sportowej Spartakus, która poprawiła kwestię infrastruktury sportowej w Grójcu.

Jakiego obiektu sportowego – Pana zdaniem – brakuje dziś w Grójcu?

Jestem zwolennikiem budowy hali sportowej. Ta, która jest, nie wystarcza. W godzinach lekcyjnych korzysta z niej szkoła, a potem niemal cały czas zajmują ją koszykarze. Ale zapotrzebowanie jest dużo większe. W Grójcu nie ma siatkówki. Dlaczego? Ponieważ nie ma miejsca. Gdyby powstał nowy obiekt, na pewno byłby wykorzystywany do maksimum.

W grójeckim samorządzie przewija się też temat zadaszenia boiska Orlik.

Zadaszenie Orlika bardzo by się przydało. Piłkę nożną uprawia się przez cały rok, ale gdy warunki atmosferyczne są trudne, to nie za bardzo można korzystać z tego boiska. Zwłaszcza jeśli mówimy o małych dzieciach.

A w jakim kierunku powinny pójść władze Grójca, myśląc o modernizacji grójeckiego stadionu?

Grójec jest stolicą, co prawda powiatu, ale stolicą. I stadion powinien te potrzeby grójeckie i powiatowe spełniać. Uważam, że powinien on spełniać też wymogi lekkoatletyczne. Chociażby na tyle, byśmy mogli zorganizować zawody wojewódzkie. To byłaby świetna promocja dla miasta. Poza tym, moglibyśmy organizować lekkoatletyczne imprezy sportowe dla naszych szkół.

Skoro rozmawiamy już o obiektach, to jaką Pan widzi funkcję dla tzw. „płyty”. Co prawda, nie jest to zadanie gminy, lecz powiatu, ale na pewno wielu grójczan jest żywo zainteresowanych tą kwestią.

Ten grunt był wywłaszczony w latach 60-tych na cele szkolne i trzeba je zachować. Dlatego też myślę, że obiekt ten powinien spełniać cele boiska szkolnego.

Gdy patrzy Pan na te prawie 20 lat w GOS-ie, to z czego jest Pan najbardziej dumny?

Nie wybiorę tej jednej konkretnej rzeczy, ale jestem niezwykle zadowolony z tego, że zorganizowaliśmy wiele imprez sportowych. Ogromna liczba dzieci wzięła w nich udział. Było mi bardzo miło, gdy widziałem biegające i grające dzieciaki. Był minimundial, był Puchar Tymbarku, były olimpiady dla przedszkolaków. Mamy teraz Grójecką Dychę. Na nasze imprezy przybyło wielu znakomitych gości ze świata sportu. Gościliśmy tu m. in. lekkoatletów Tomasza Majewskiego, Artura Partykę, Roberta Urbanka, Pawła Czapiewskiego, wioślarza Kajetana Broniewskiego, ciężarowca Szymona Kołeckiego, gimnastyków Leszka Blanika i Joannę Mirgosz, pływaka Pawła Korzeniowskiego, triathlonistę Marcina Koniecznego czy Patrycję Berezowską, rekordzistkę świata w biegu 24-godzinnym. Chcę też wspomnieć o Tomaszu Borowskim, wicemistrzu świata w boksie, olimpijczyku z Atlanty, który bardzo angażował się niegdyś w działalność GOS-u.

Piękną niespodziankę zrobił nam również Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, który mimo że wówczas przygotowywał się do walki o mistrzostwo świata, odwiedził organizowaną przez nas spartakiadę dla dzieci niepełnosprawnych. 

W 2002 r. w Grójcu odbył się mecz reprezentacji Polski do lat 21 z Łotwą. To wydarzenie było chyba sporym wyzwaniem organizacyjnym dla Grójca.

Osobiście zaangażowałem się w to, aby móc ten mecz zorganizować w Grójcu. Rzeczywiście to było dla nas duże wyzwanie organizacyjne. Kilkukrotnie przyjeżdżały do nas delegacje z PZPN-u, które przekazywały nam wytyczne. Chcieliśmy dobrze wypaść, tym bardziej, że zawody miał oglądać obserwator z Rosji, a mecz transmitowano w telewizji. Zostaliśmy ocenieni bardzo pozytywnie.

Był Pan też w latach 2010-2014 radnym powiatowym. Jak Pan wspomina ten czas?

Nigdy nie byłem członkiem żadnej partii. Nawet, gdy pracowałem w Budimeksie, nie należałem do PZPR-u. Zawsze raziło mnie to upolitycznienie samorządu powiatowego. Wiele ciekawych pomysłów upadło ze względu na podziały partyjne. Mimo to miło wspominam ten czas, ponieważ mogłem poznać problemy całego powiatu, nie tylko gminy Grójec.

Jak niedawno dowiedzieliśmy się, Pana następcą został Ireneusz Wojciechowski. To dobry wybór?

Uważam, że tak. Irek Wojciechowski skończył AWF i pracuje w GOS-ie od 11 lat. Zaczynał od stanowiska instruktora sportu, potem był menedżerem sportu, a teraz jest kierownikiem ds. eksploatacji obiektów sportowych. Zna wszystkie sprawy od podszewki. Jest to właściwy człowiek na to stanowisko. 

Skąd wzięła się Pana miłość do sportu?

Już od najmłodszych lat zawsze byłem w biegu. Potrafiłem przyjść do szkoły o siódmej rano, by móc jeszcze godzinę poćwiczyć przed lekcjami. Miłością do sportu zarazili mnie nauczyciele grójeccy, przede wszystkim pan Wacław Langkamer. W ogóle nie przychodził do pokoju nauczycielskiego, tylko cały czas przebywał na boisku albo sali gimnastycznej. Zapisywał wyniki moje i moich kolegów z różnych zawodów. Pedagog z prawdziwego zdarzenia, pasjonat, wielu ludzi zawdzięcza mu, że dziś są zdrowi. Przy tej okazji pozdrawiam profesora Langkamera. Życzę mu zdrowia i pogody ducha.

Zapytam teraz o to, kogo ze świata sportu Pan podziwiał i teraz podziwia?

Gdy byłem młodym chłopakiem, jeździłem na Śląsk, na mecze Górnika Zabrze. Uwielbiałem Włodzimierza Lubańskiego, który był nie tylko zawodnikiem klasy europejskiej, ale i wzorem do naśladowania. Z dzisiejszych sportowców podziwiam Roberta Lewandowskiego, a z innych dyscyplin lekkoatletów Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję. W związku z moim odejściem na emeryturę serdecznie pozdrawiam mieszkańców miasta i gminy Grójec. Życzę wszystkim wesołych  szczęśliwego nowego roku.