Poniedziałek, 25 maj 2020
W blasku Złotego Pióra

Pierwsza połowa 2019 r. należy do Andrzeja Zygmunta Roli-Stężyckiego. Najpierw w Ciechanowie odebrał Złote Pióro, czyli nagrodę w konkursie Związku Literatów na Mazowszu za książkę „Odrzywół. Gród Dobrogosta”, a następnie w naszym ratuszu - Medal „Za zasługi dla Gminy Grójec”. I, jak go znam, nie jest to jeszcze jego ostatnie słowo w tym roku.

Zawsze miał swój styl. Po raz pierwszy los zetknął nas ze sobą, gdy byłem uczniem szkoły średniej. Na lekcję przyszedł nowy nauczyciel przysposobienia obronnego, snując refleksje m.in. na temat instytucji małżeństwa. Uczennice były nim zachwycone.

Wujek
W początkach III RP zostałem wysłany na wywiad z komendantem straży miejskiej w Grójcu. Okazał się nim, niesamowite, pan od PO. Stworzył instytucję od podstaw, a nawet niczym Giorgio Armani ubrał strażników (obojga płci) w uniformy. Wkrótce potem objawił się jako publicysta, gdy artykułem o „pałach” odpowiedział na ataki ze strony wrogów straży miejskiej, jako regionalista, gdy wydał książkę „Grójeckim traktem. Sprawy i ludzie”, a także jako mój wujek, gdy na archiwalnej fotce rozpoznaliśmy nasze ciotki, czyli dwie serdeczne koleżanki: Lodzię S. i Marysię M. Wujek Andrzej w kilka dni objechał cały kraj, przywożąc pożółkłe zdjęcie Antoniego Bitnera, harmonisty, małżonka owej Marysi.

Ciągle w natarciu
Od tego czasu upłynęło już tyle lat, a on niezmiennie robi swoje, z roku na rok podkręcając tempo i śrubując wyniki, godne Księgi Rekordów Guinnessa. Ile paliwa już wypalił! Ile wiorst już przemierzył! Ile metryk już odnalazł! Ile historii już odtworzył! Ile kartek papieru zadrukował! Wszystko to stanowi niezaprzeczalny wkład w tworzenie naszej świadomości regionalnej oraz promocję Grójecczyzny.

Chłopięce marzenia
Jest z krwi i kości grójczaninem, synem grójeckiego kowala, chociaż urodzonym w Grzędach koło Tarczyna, skąd pochodzi jego matka. Na świat przyszedł 1 stycznia 1945 r., według jednych – tuż przed wyzwoleniem, według drugich – tuż przed W blasku Złotego Pióra sowieckim zniewoleniem, a według trzecich – tuż przed ocaleniem. Wychowywał się w powiatowym miasteczku, którego topografię wyznaczały rynsztoki, a chlubę stanowiły dwie wyasfaltowane ulice i fontanny na rynku – dzieło niemieckiego okupanta. Na
zdjęciu z okresu dzieciństwa widzimy ciemnowłosego chłopca w krótkich spodenkach, stojącego obok mamy. O czym wtedy myślał?
O czym marzył? O zabawce? O ciepłych butach? O podkuwaniu wierzchowców?

Długodystansowiec
Owszem, jako absolwent warszawskiej Szkoły Rzemiosł Artystycznych zna się na sztuce kowalstwa. – Proszę bardzo, chętnie podkuję konia – przyznaje wujek Andrzej, zarazem żołnierz zawodowy, pracownik resortów kultury, oświaty i leśnictwa, fotograf, krajoznawca, turysta, kolarz, maratończyk, triatlonista itd., itd., itd. Sport zahartował jego organizm i charakter, co w uprawianiu regionalizmu jest bezcenne. Regionalista, typ na ogół skazany na samotność długodystansowca, powinien być konsekwentny do bólu, nie ulegając ani wewnętrznym słabościom, ani politycznym modom.

Pionier
Wujek Andrzej pierwszy artykuł o ziemi grójeckiej opublikował w 1974 r., a pierwszą książkę wypuścił w 1992 r. – na początku transformacji ustrojowej, gdy regionalistyczna półka w Bibliotece Publicznej CKR świeciła pustkami. Jako jeden z kilku pionierów oswajał społeczeństwo ze słowem „region”, przeżywając rozterki typu: „Po co mi to?”, „Uszczęśliwiam ludzi na siłę?” albo „Kto to kupi?!” Dotrzyj do źródeł, napisz, wydrukuj, rozprowadź, a przy tym nie osiwiej i zapłać rachunki, powodzenia!

Samotnik z Różanny
Anno Domini 2011, z powodów osobistych, wujek Andrzej przeprowadził się z Grójca na Zapilicze, a konkretnie do Różanny koło Odrzywołu, w powiecie przysuskim. Ma tu swoją arkadię. Wypełniając misję i samotność, pisze jednocześnie kilkanaście książek, w czym tylko nieliczni autorzy w kraju mogą się z nim równać. Sławi ziemię przysuską, pamiętając ciągle o ziemi rodzinnej. Co roku Miejsko-Gmina Biblioteka Publiczna im. W. S. Laskowskiego wzbogaca się o kolejne jego dary, codziennie mieszkańcy różnych stron świata odnajdują na stronie internetowej Instytutu Genealogii jego teksty o Grójeckiem, co jakiś czas gdzieś w Polsce otwierana jest wystawa jego fotografii – promująca nasz region, a przez całe lata w „Okolicy” regularnie ukazywały się jego artykuły.

Statuetka
Andrzej Z. Rola-Stężycki już blisko pół wieku ubarwia nasz świat piórem i osobowością, wkładając przysłowiowy kij w mrowisko, tropiąc przekręty historii, aranżując spotkania autorskie, oprowadzając nas po kościołach, cmentarzach, dworach i pałacach. Przywieziona z Ciechanowa do Różanny statuetka, symbolizująca gęsie pióro zanurzone w kałamarzu, rozjaśniająca wieczorną melancholię, to sympatyczne podsumowanie twórczych dokonań. Oczywiście dokonań dotychczasowych, bo następne już przed nami.

Remigiusz Matyjas