Sobota, 17 sierpień 2019
Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba

Tuż po północy 28 sierpnia 1946 r. wywleczono ją z celi śmierci i sprowadzono do piwnicy gdańskiego więzienia UB. Zaciągnięto ją do słupa i przywiązano. Odmówiła zgody na zawiązanie oczu czarną opaską. Chciała patrzeć śmierci prosto w oczy. Śmierci i swoim oprawcom. Miała niespełna 18 lat i gdyby nie historia, całe życie przed sobą.

Los zdecydował inaczej. Nastolatka, jako „zdrajca narodu polskiego”, niezasługująca na prawo łaski Bieruta – współpracownika NKWD, który został prezydentem Polski, została dobita strzałem w głowę. Jej ostatnie słowa brzmiały: „Niech żyje Polska!” Wcześniej w grypsie przesłanym z więzienia przekazała: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Nazywała się Danuta Siedzikówna. Pseudonim konspiracyjny "Inka". Była sanitariuszką w oddziale Łupaszki.

On

Niespełna dwa lata później w piwnicy więzienia mokotowskiego w Warszawie strzał w tył głowy zakończył życie człowieka, który mógł uchodzić za tytana. Za Polskę walczył jako harcerz już w 1918 r. Bił Moskala w 1920 r. Przeszedł szlak bojowy września 1939 r. Trzy razy za życia trafił do piekła na ziemi. Jako ochotnik dał wywieźć się do KL Auschwitz, gdzie organizował siatkę wywiadowczą wśród więźniów. Gdy uciekł, spisał raport, w który nikt na Zachodzie nie chciał uwierzyć. W Powstaniu Warszawskim walczył jako prosty żołnierz, potem bronił reduty swojego imienia, której Niemcy nigdy nie zdobyli. Przeżył. Został jeńcem wojennym. W Polsce ludowej aresztowany i postawiony przed sądem orzekającym o jego „zdradzie” w składzie niezgodnym nawet z ówcześnie obowiązującym prawem.

Z tego trzeciego piekła, komunistycznego, już się nie uratował. Nazywał się Witold Pilecki. Był rotmistrzem Wojska Polskiego. Obok tej dwójki, w ramach walki „olbrzyma z zaplutym karłem reakcji”, jaką miało być Polskie Państwo Podziemne, śmierć poniosły tysiące tych, którzy przetrwali sześć lat okrutnej okupacji niemieckiej. Generał Fieldorf "Nil", "Anoda" Rodowicz, "Łupaszka" Szendzielarz, "Zapora" Dekutowski. Ginęli bici, torturowani, opluwani, pozbawiani godności i należnej czci. Ostatniego z nich, Józefa Franczaka ubecja dopadła 18 (!) lat po zakończeniu wojny. Zginął w wymianie ognia, z bronią w ręku. Ucięli mu głowę potrzebną jako dowód w śledztwie. Po wymacerowaniu została przekazana lubelskiej uczelni medycznej – dzisiejszemu Uniwersytetowi Medycznemu do celów naukowych… 20 lat później złożono ją w trumnie z resztą szkieletu.

Nazwa "żołnierze wyklęci" powstała w 1993 r., gdy Liga Republikańska, przygotowała wystawę na Uniwersytecie Warszawskim poświęconą podziemiu antykomunistycznemu z drugiej połowy lat 40. i początku lat 50. XX wieku. Miało to być określenie uniwersalne dla wszystkich żołnierzy tzw. drugiej konspiracji zwalczającej struktury komunistyczne w powojennej Polsce. Nawiązuje ona do faktu wyparcia przez PRLowską narrację, historię i propagandę tych ludzi na margines zapomnienia. Nad ich tragicznym losem zapadło milczenie, a ich sponiewierane szczątki czekały na sprawiedliwość. Niestety w polskiej rzeczywistości nawet tak piękne historie mają drugą, ciemniejszą stronę.

Wraz z powiększaniem się zasobów wiedzy o ponurych czasach polskiej wojny domowej wiemy, że nie wszyscy zasługują na przynależność do tego grona. Problemem nazwy Wyklęci jest jej zbyt szerokie spectrum. Przykładem najczęstszych kontrowersji jest osoba Romualda Rajsa "Burego" oskarżonego o popełnienie zbrodni przeciw ludności w Puchałach Małych, czy Zaleszanach. Został za nie skazany na karę śmierci. W przypadku tego żołnierza istnieje ostry spór w pamięci zbiorowej, do dziś nierozstrzygnięty. Z inicjatywy tragicznie zmarłego Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, czego niestety nie doczekał, Sejm przyjął ustawę upamiętniającą żołnierzy podziemia antykomunistycznego

Od 1 marca 2011 r. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” stał się świętem państwowym. W całym kraju organizowane są z tej okazji uroczystości patriotyczne. Dzień ten wybrany został nieprzypadkowo. Dnia 1 marca 1951 r. wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia ”Wolność i Niezawisłość”. Tegoroczne obchody w naszym mieście zorganizowane zostały przez dowództwo, oficerów i żołnierzy Garnizonu Grójec przy udziale lokalnych władz samorządowych. Główna część uroczystości miała miejsce 1 marca na grójeckim rynku pod pomnikiem Gloria Victis.

Wśród licznie zaproszonych gości byli: przedstawicielka marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego – Weronika Piwarska, przedstawicielka ministra szefa Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów Marka Suskiego – Teresa Bednarska, mjr Zygmunt Latoszyński, mjr Marian Kołomański, ktp. Stanisław Zięba, władze starostwa, miasta, gminy, dowódca 1.ORel Andrzej Kozera, żołnierze 61. Batalionu Lekkiej Piechoty z 6. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej, wraz z dowódcą ppłk Januszem Ostrowskim, duchowieństwo, służby mundurowe, harcerze, organizacje społeczne, młodzież szkolna z pocztami sztandarowymi. Licznie zgromadzili się mieszkańcy miasta. Przy asyście kompanii honorowej odczytany został Apel Pamięci i oddana została salwa honorowa. Po przemówieniach gości i organizatorów pod pomnikiem złożono wiązanki i zapalono znicze. Obchodom towarzyszyła wystawa tematyczna poświęcona historii Żołnierzy Wyklętych, zorganizowana przez klub wojskowy z 1. ORel, oraz akcja pod nazwą „SpoKREWnieni Służbą”, czyli zbiórka krwi, w której wzięło udział 38 żołnierzy i mieszkańców Grójca – łącznie oddano 17,1 l. krwi. W niedzielę 3 marca licznie zgromadzeni wierni w kościele Miłosierdzia Bożego uczestniczyli w nabożeństwie w intencji Żołnierzy Wyklętych. Po uroczystościach odbył się uliczny bieg w ramach IV edycji Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych "Tropem Wilczym". Nie obyło się oczywiście bez tradycyjnej wojskowej grochówki.

Temat Wyklętych, często wykorzystywany politycznie, budzi wiele emocji i towarzyszą mu skrajne komentarze. O jednolitą ocenę, o ile jest ona w ogóle możliwa, będzie niezwykle trudno. Tak samo jak nam samym Polakom trudno przychodzi zrozumienie tego, co tak naprawdę działo się w naszej Ojczyźnie zaraz po zakończeniu okupacji niemieckiej, zastępowanej sowiecką. Trudno będzie tym bardziej, że pod szyldem Wyklętych umieszcza się organizacje programowo i ideowo od siebie odległe wręcz biegunowo. Ale pamiętać należy. Nawet trzeba. O tym, że Inkę, młodą dzielną dziewczynę pochowano z honorami dopiero w 2016 r. po odnalezieniu jej szczątków w bezimiennej mogile. Czekała na to 70 długich lat. O tym, że głowa „Lalka” posłużyła do celów naukowych. I o tym, że doczesne szczątki rotmistrza Witolda Pileckiego wciąż na taki pochówek czekają. Cześć ich pamięci.

Artur Szlis