Piątek, 22 listopad 2019
Cygaro Cadyka

Fajnie byłoby, gdyby w planowanym muzeum naszego miasta znalazł się kącik dla wielokulturowej kolejki grójeckiej. Podróżował nią nie tylko książę Zdzisław Lubomirski (1865-1943) z Małej Wsi, współtwórca Niepodległej, ale także Abraham Mordechaj Alter (1866-1948), cadyk z Góry Kalwarii, uczony, bibliofil, faktyczny przywódca polskiej ortodoksji chasydzkiej, cierpliwie znoszący swoją sławę, o czym świadczą liczne przypadki.

W święto, zwane Sądnym Dniem, wyznawcy skupieni wokół stołu, a nawet pod stołem, śledzili i interpretowali każde jego słowo, każdy ruch i gest, konkurując o resztki strawy z cadykowej misy. Gdy cadyk w piątek rano udawał się ze swojego dworu do pobliskiej mykwy, drogę musieli torować mu policjanci, gdyż podwórze zapchane było już tłumem wyznawców. Gdy wybierał się w dalszą drogę, eskortowano go na dworzec kolejowy. Pewnego razu, przed wyjazdem z Góry Kalwarii do Palestyny, cadyk wybrał się bryczką na miejscowy cmentarz żydowski. Pod naporem wyznawców, jak donosiła prasa regionalna, bryczka przewróciła się, a on wypadł na ziemię, szczęśliwie nie odnosząc poważniejszych obrażeń.

Przypomniany przez nas cadyk był jednym z najsławniejszych pasażerów kolejki grójeckiej („rebbes kolejke”). Nie byłoby jej, gdyby nie warszawski krawiec Eugeniusz Paszkowski, który pod koniec XIX w. rzucił ideę połączenia Warszawy z powiatem grójeckim koleją wąskotorową. Do projektu przyłączyli się ziemianie, przez których pola wytyczono linię kolejową, górnokalwaryjski cadyk Juda Arie Leib Alter (1847- 1905), ojciec Abrahama Mordechaja Altera, oraz kapitaliści belgijscy. Do Góry Kalwarii pociągi zaczęły kursować w 1899 r., do Grójca w 1914 r., do Mogielnicy podczas I wojny światowej, a do Nowego Miasta nad Pilicą w 1924 r. Abraham Mordechaj Alter zwykle jeździł w specjalnym wagonie, w towarzystwie wyznawców, „pragnących choćby otrzeć się o swojego mędrca i nauczyciela”.

Podczas postoju w Małej Wsi, w gminie Belsk, poczęstował cygarem zawiadowcę tamtejszej stacji. Chasydzi momentalnie rzucili się na tego ostatniego, żeby odkupić cenne cygaro, które przecież przed chwilą cadyk miał w dłoniach. Przedsiębiorczy zawiadowca pociął cygaro na plasterki, odstępując je Żydom za kasę. I kto tu umiał robić interesy?

Remigiusz Matyjas